Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postrock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postrock. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 września 2012

Such Hawks Such Hounds. Scenes From the American Hard Rock Underground (2007)

Film dokumentalny poświęcony metalowemu amerykańskiemu podziemiu kręcącemu się wokół psychodelicznych i stonerowych stylistyk.  Wypowiadają się członkowie Kyuss, Sleep, Sunn o))), St. Vitus i wielu innych ważnych kapel. W filmie dość obszernie przedstawiono OM i Sleep, trochę mniej uwagi poświęcono Sunn o))), a o Earth nie było niemal nic (co mnie bardzo smuci). Bardzo fajnie, że niewielki fragment zasygnalizował istnienie specyficznych grafik związanych z tymi nurtami muzycznymi.  Jak zwykle w przypadku tego typu produkcji nie udało się objąć całego zagadnienia - przedstawiając korzenie skupiono się na metalu, zapominając o takich ludziach jak John Fahey, czy Wilburn Burchette. Nie obyło się też bez prawienia komunałów pokroju tego, że "w tym wszystkim chodzi o emocje", ale mimo wszystko "Such Hawks Such Hounds" to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto lubi poczuć dron w bebechach i pierdolnięcie w duszy. Warto zobaczyć już dziś - bo nie wiadomo, czy nagle nie zniknie z You Tube.

sobota, 11 grudnia 2010

Agalloch - Marrow of the Spirit (2010)



Nie będę ściemniał - ta płyta ma u mnie pewne fory. Sprzyja jej wszystko, od pogody za oknem, przez stan mojego ducha, po renesans na okołometalową muzykę, który przeżywam od jakiegoś roku. Ale na początku nie byłem do niej przekonany...

Z dość dużej dyskografii Agallocha nałogowo słuchałem właściwie tylko jednej pozycji - znakomitej, doskonale balansującej między postrockiem a neofolkiem EPki White. Może dlatego moje pierwsze spotkanie z Marrow of the Spirit nie było zbyt udane, bo gdy wybrzmiało wiolonczelowe intro najbardziej klapnął mnie w uszko blackmetalowy wokal. Potem (tzn. w trakcie tamtego odsłuchu) płyta już nie zaabsorbowała mnie wcale. Jakiś wielki fart sprawił, że nie miałem w kolejce do playera nic ciekawego, czy może nie miałem czasu zmienić repertuaru i tak się Marrow zapętliło... tak po prawdzie już nie pamiętam. W każdym razie po jakimś trzecim odsłuchu zwariowałem na jej punkcie i dłuższy czas nie słuchałem nic innego. Sam metal jest tu tylko pretekstem, bo tak naprawdę wszystko dzieje się tu na przecięciu kilku stylistyk. Na początku nie dostrzegłem tego, że to bardzo rozbudowane i mimo, że ładne, to jednak nie tak łatwo przyswajalne kompozycje. Najpierw instynktownie szukałem pozostałości po White EP - i znalazłem. Są tu neofolkowe gitary i bębny, jest i postrock, a oprócz tego: ambient, moogowe przestrzenie, grane na granicy dobrego smaku progowe solówki, słodkie shoegaze, doom, hołd pruski... po jakimś czasie zaakceptowałem też blackowe wokale, które działają tu jak nadająca pikantności przyprawa. Tak, jasne, z jednej strony to stylistycznie zajebista sraczka, do której można się bez problemu przyjebać - z drugiej po prostu zajebista płyta, która na ową chwilę broni się sama. Jak będzie za 10 lat ? Czas pokaże. Kończy się dekada i całkiem możliwe, że to znak czasu czy też rzecz schyłkowa dla postmetalu z blackowym rodowodem. Oczywiście można uznać, że w porównaniu do poprzedniej EPki Marrow of the Spirit jest jednak krokiem w tył, ale ja i tak będę się upierał, że to dobry materiał.

Wiem, że fanów Agallocha nie muszę zachęcać, zerknąłem na Rym bom ciekaw był, co myślą i tam jest istny mandess! Ale chciałbym zwrócić na ten album uwagę ludzi, którzy skreślą ją za to, że to atmosferik mjetal ( Lilandra!). Jeśli pierwszy odsłuch was od niej odrzucił, to warto ją jeszcze kilka razy raz sprawdzić. Diabeł z lasu krew z dupy.

wtorek, 12 października 2010

Sailors With Wax Wings - s/t (2010)


R. Loren - vocals / textures, J. Leah - vocals Ted Parsons - drums (Swans/Godflesh/Prong/Jesu), Simon Scott - electronics (Slowdive), Aidan Baker - guitar (Nadja), Colin Marston - guitar (Krallice, Gorguts, Behold... The Arctopus, Dysrhythmia, Byla, Indricothere...), Vern Rumsey - bass (Unwound), Prurient (Dominick Fernow of Hospital Productions, Cold Cave, etc) - noise / electronics, James Blackshaw - piano (Young God Records solo artist, Current 93), Hildur Gudnadottir - cello (Múm/Throbbing Gristle/The Knife), Aaron Stainthorpe - vocals (My Dying Bride), Jonas Renkse (Lord Seth) - Vocals (Katatonia (Swe), Bloodbath (Swe), October Tide), Marissa Nadler - vocals (ostatni Xasthur)...

Nie, to nie jest spis zawartości jakiejś składanki. To skład zespołu. A okładkę napaćkał Tibet.


Swoją drogą - zdaje się, że nieprzypadkowo w skład tego never-dream-about-this teamu wchodzi Marissa Nadler. Jest tu coś, co po włączeniu nagrania odpaliło mi w głowie czerwoną lampkę z napisem 'Ostatni Xasthur'. Nie wiem czy pamiętacie, ale przy okazji Portal of Sorrow wypisywałem o imaginacji Dark Side of The Moon XXI wieku. Tutaj mamy poniekąd coś podobnego w idei (ale tylko w idei, bo szczerze powiedziawszy to rzecz bliższa Angelic Process) bo Sailors With Wax Wings to kosmiczny shoegazowo-dronowo-dream popowy monument (no szeket ałt klik). Niestety ktoś nie wyhamował załogi i materiał jest trochę przesłodzony, ale mimo wszystko wart uwagi. Słuchanie tej płyty jest jak przytulanie się do włączonego, ciepłego odkurzacza w zimny jesienny dzień... niby przyjemnie, ale gupio będzie jak somsiad zobaczy...

edit: Halo? Jesteście tam? Nie odchodźcie jeszcze - przesadzam. Sprawdźcie koniecznie - to jedna z najlepszych płyt tego roku (tzn top 10-20) i moje zrzędzenie tego nie zmieni. Poza tym to idealny soundtrack do niewychodzenia cały dzień spod kołdry. Nieważne, czy macie pod nią odkurzacz czy kobite. Bedroom pop-gaze-metal? Hell yeah!

ps. a ten perkusista swansów to tak napierdala że aż mnie tu butle skaczo.

wtorek, 5 października 2010

Liveride - Туманами (2010)


Jak tu rockowo ostatnio było... Fuj! Za karę biczuję się teraz zremasterowaną kasetą Xasthur ( już sama idea remasterowania Xasthur nie jest zabawna - nieprawdaż?), od czasu do czasu kontrując tym znakomitym ruskim pseudoblejkmjetalem który tu widzicie. Zerknijcie do próbek, bo to tak naprawdę nie jest blejk mjetal, tylko kotletowy easy listening - taka zakamuflowana muzyka medytacyjna rzekłbym ... Chyba zaraz włączę Mount Eerie -Wind's Poem*. Pogoda znów sprzyja, nie?


*
obiecywałem kiedyś o tym napisać ale nie wyrobiłem... ale chyba już i tak macie?




Download
(on ambient-black)

piątek, 9 lipca 2010

Draugadróttinn - Where the Sea Gives Up Its Dead (2010)


Jak to jest blejk mjetal, to ja jestem Rafał Księżyk a Rękopis znaleziony w Arkham to Plajboj. Mimo tego że Draugadróttinn ma taki gupi tag na myspace, to tak naprawdę grają po prostu piękny i melancholijny shoegazowy postrock. No dobra, postrock stylizowany na black metal, choć na dobrą sprawę z blacku jest tu jedynie trochę atmosfery. Znakomita płyta.

czwartek, 1 lipca 2010

The Moe Greene Specials - s/t (2005)


Cie choroba... znałem kiedyś gościa, który myślał, że soundtracki Ennio Morricone zrobione do Trylogii Dolarowej to country. Tak. Spaghetti westerny weszły tak głęboko w popkulturę, że ludziom takie bzdury do głowy przychodzą... Ale ja nie o tym, tylko tak mi się przypomniało. W każdym razie, debiutancka płyta The Moe Greene Specials powinna być okrzyknięta wydarzeniem na skostniałej (już wtedy) scenie postrockowej. Ale tak się nie stało. Dlaczego? Nie pytajcie mnie, tylko tych wszystkich, którzy jarają się setną podróbką Mogwai czy klonami obrzydliwego Caspiana.

Powinna być wydarzeniem - nie dlatego, że jest jakaś wielce wybitna - a dlatego, że udowadnia, iż nie trzeba "odkrywać Ameryki" tylko wystarczy z daną konwencją wejść w jakieś ciekawe rejony, zaaranżować inaczej, a nie w kółko podrabiać "prekursorów"... I tak od nich lepszymi się nie staniecie, noł łej. Trza mieć wyobraźnię, no.
TMGS zdecydowanie tę wyobraźnię mają. Gdyby odpiąć tę chujowatą postrockową łatkę, można by powiedzieć, że grają surf rocka z dużymi zapożyczeniami ze spaghetti westernowych soundtracków. Od razu kłuje w ucho fakt, że cała płyta z powodzeniem mogłaby posłużyć za ścieżkę do filmów Quentina Tarantino, ale oczywistym jest że to nie przypadkowa sytuacja - muzykę zapewne umyślnie wystylizowano na takowy soundtrack. Jako muzyka ilustracyjna wpasowałaby się chyba do każdego z jego filmów. Oczywiście jest to easy listening, jasne, ale dla kogoś takiego jak ja większość postrocka to easy listening.

Tak se grzebię w pamięci, szukając jeszcze jakiegoś zaczepienia i podobnych wydarzeń w muzyce rockowej... Pamiętam, że kiedyś wyszedł progrockowy tribiut dla filmów Sergio Leone, była też pseudokrautowa płyta zrobiona na spaghetteriową modłę (zabijcie mnie, nie pamiętam jak się nazywała, promowała jakiś festiwal - szybko mi się znudziła o ile pamiętam). Tutaj mamy pokaz tego, co postrockowcy mogliby zdziałać na tym poletku... Może jeszcze zdziałają... Acz nurt już chyba dawno zdechł i śmierdzi, a byłby to naprawdę ładny epilog dla tego tworu który dobrą dekadę rządził wieloma playerami. Potem powinniśmy go zakopać pod nagrobkiem z napisem "Unknown" i czekać... Bo pewnie wróci za kilkadziesiąt lat pod inną nazwą.


sobota, 19 czerwca 2010

Harvestman - Lashing the Rye (2005)



Sypało ostatnio znakomitymi płytami, sypało, sypało, aż kibel się zatkał. W playerze gości u mnie dużo staffu (starszego i nowszego), ale niewiele zostaje tam na dłużej. Organizm ignoruje słabszy towar...


...Ale akurat od tej płyty nie mogę się uwolnić. Podrzucił mi ją ktoś mający równie wielkie zaległości w pobocznych projektach Von Tilla(klik) co ja. Miały to być parafrazy folkowych klasyków, ale gdybym o tym nie wiedział, to bym tego w życiu nie odczytał. Dopiero gdy patrzę w rozpiskę widzę tytuł Jack the Orion i przypomina mi się że przecie Bert Jansch śpiewał taką piosenkę. Wszelkie notki w internecie nt tej płyty są dość zachowawcze i nikt tego (ze strachu przed kompromitacją zapewne) nie chce mi naświetlić. Wg mnie nie mamy co się oszukiwać. Nie wiem jakie były zamiary Von Tilla, ale efekt jest inny niż nagranie tributu i nie trzeba tego w jakikolwiek sposób odnosić do pierwowzorów. Tym bardziej, że koncept (mówię o tematyce tej podróży) nie jest ostatecznie sprecyzowany. Wydaje mi się, że tradycyjne folkowe tytuły funkcjonują tu obok psych-folkowych przełomu 60/70. Ostatecznie, nie ma to prawie nic wspólnego ani z jednym, ani z drugim. Za wyjątkiem dwukrotnego udziału kobzy, dosłownych śladów folku trudno tu szukać, a oprócz dwunastominutowego Surround Me żadnej z tych kompozycji nie da się nazwać piosenką. Duża cześć materiału to dronowe suity połączone z floydowskimi przestrzeniami ( tak, tak... Zresztą Von Till przyznaje się do fascynacji floydami - palec w oko floydowym hejterom). Druga dostrzegalna tendencja jest zdecydowanie bardziej oszczędna i awangardowa, ociera się momentami o ambient a często nawet przypomina kraut okolic Popol Vuh ( np Shepp-Crook and Black Dog brzmi jak dźwignięty wprost z ich repertuaru ). Ze strzępków informacji jakie znalazłem w internecie dowiedziałem się że nagrywanie tej płyty było dla Tilla sprawdzeniem możliwości studyjnych zabawek. Zapewne stworzył coś, czego by sam chciał posłuchać i tak się fajnie składa że ja też chcę tego słuchać.

próbka 1

próbka 2

kupić się już chyba nie da... tzn pewnie na ebaju się pojawia.

ps. jesli ktoś jest mi wstanie naświetlić więcej nt zawartości tej płyty to chętnie przeczytam.

edit : szperam dalej za jakimiś info nt tej płyty i trafiłem na ten wywiad(klik) .Sam Von Till mówi o tej płycie:

"Well, the first one was sort of like my first solo album. I didn't have a project in mind, I just had a collection of recordings from over the years of strange stuff that wasn't Neurosis, wasn't Tribes of Neurot, wasn't Steve Von Till songwriting stuff. After a while it took shape and I realized there was a body of work there that was leaning more towards a guitar-based home-recorded psychedelic tribute to European folk songs and folklore and Celtic and Germanic mythology, taking all the things I was interested in and filtering it through traditional filters but coming up with something (laughs) very unorthodox as far as a tribute to traditional music might go. While it looks towards European folklore and folk songs and folk music, it also looks towards what I like about what I think is modern Celtic and Germanic folk music: the krautrock, the space rock, the psychedelic music of the free festivals in England and the folk rock revival of the '70s. How those things inspire me, putting it through my own filter of using my home studio as an instrument to create these strange pieces of music."

piątek, 7 maja 2010

The Time And Space Machine - Set Phazer to Stun (2010)


Richard Norris to jeden z weteranów i przechójów brytyjskiej psychodeliczno/pedalsko/awangardowej/etc sceny. Pisał do muzycznych gazetów, był wydawcą, produkował , remixował (Beyond the Wizard's Sleeve ) zapindalał z Davidem Ballem (soft cell) jako The Grid i co dla nas pewnie ważniejsze, wraz z nim łupał w Psychic TV na płytce 'Jack the Tab'. Wyczytałem też że obok Genesisa P. to jedna z najbardziej kluczowych osób dla rozwoju Acid house.

To co prezentuje jako The Time And Space to bardzo fajna psychodeliczna mikstuta o smaku krautu ale znajdziemy tu też kraftwerkowe tekno a nawet dance. Nie jest to jakaś niestrawna mieszanka bo jest tu lekkość i niesamowita przebojowość kojarząca mi się najbardziej z bicz bojsami - typowego surfrocka tez tu trochę pobrzmiewa. Oprócz tego są parafrazy floydów, kawałek (chyba) oparty o cytat z "sympathy for the Devil" i odstający bardzo od całości strikte popowy cover "After Gold Rush" Neila Younga który chyba najmniej podoba mi się z całej płyty.

Rozliczając sie z tym albumem pomyślałem sobie że trochę to przypomina popowe zapędy Gena, tyle że obdarte z traum i groteskowości więc ostateczne wrażenia są raczej całkowicie pozytywne( edit: w sensie przyjemne, relaksacyjne;).

Świetna płyta.




próbka 0
(miazga)

próbka 1
(Czy tu spiewa Perry Farrell?)

próbka 2

czwartek, 6 maja 2010

Yodaka - Yodaka (2001)


Wg lasta rzecz bardzo niszowa ale na czele projektu stała dośc znana postać - Kashiwa Daisuke. Świetny postrock z mądrze wplecioną gliczowatą elektroniką i mrocznym psychodelicznym , transowym soundem ala bardziej industrialny kraut czy eksperymentalni floydzi. Raz słodko i pastelowo raz agresywnie i demonicznie. Jakość średnia ale jak najbardziej da się słuchac.

polecam.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Xasthur - Portal of Sorrow (2010)



Na poprzedniej płycie Malefic odszedł całkiem od udawania blejk mjetalu, krążek zebrał średnie noty, ale był dobry, a przynajmniej bardzo ciekawy i przełomowy w dyskografii tego kompozytora (aż nie śmiał bym inaczej go nazwać). Na Portal of Sorrow jest dość przewrotnie, jedną nogą depcze po metalowo-shoegazowych brzmieniach, ale jest już pewne że poprzednia płyta wyznaczyła raz na zawsze nową epokę w jego muzyce. Oprócz shoegazowego BM'u znajdziemy tu : akustyczną gitarę, ujmujące jego muzyce klaustrofobii i nadające bardziej dream popowego sznytu kobiece wokale, śmierć, bezsenność, strach, samotność, kosmos, piękno, geniusz... Wiem, ponosi mnie, ale to muzyka o której nie potrafię pisać bez takich frazesów. Niewielu odbiorców będzie w stanie zagościć na dłużej w tej krainie. Nieliczni będą w stanie percypować to co się dzieje na tym krążku. Nie ma co się oszukiwać, tak naprawdę my wszyscy niegodnim tego słuchać...

Dla mnie Malefic staje się jednym z najważniejszych awangardowych artystów. W moim panteonie mieszka vis a vis Davida Tibeta i Scotta Walkera. Coraz mniej jest tu odcinania kuponów, coraz więcej chęci wychodzenia poza ramy, gatunki, schematy. Jest dokładnie tak jak w przypadku Walkera - już nie wiemy co to jest za muzyka.

Kiedyś Genesis P-Orridge paplał że nagrywa "Dark Side of the Moon XXI wieku" , oczywiście nagrał jakieś przeciętne pierdoły... Jednak kiedy słuchałem "This Abyss Holds the Mirror"<-klik] z owej płytki Xasthur, pomyślałem sobie że "Dark Side of the Moon XXI wieku" powinno brzmieć właśnie tak .


próbka 1

próbka 2

próbka 3

Edit(15:03): Właśnie wyczytałem że Malefic zapowiedział że to ostatni jego album mający cokolwiek wspólnego z metalem...

wtorek, 2 lutego 2010

|Emil Amos|Holy sons|Grails|

Na szybkiego co by nie pozwolic tak zdychac blogowi...Muzy dużo mi wpadło ale pisac ni miałem czasu , zastanawiam się nad zmianą formy i po prostu wrzucaniem płyt.Ale czasem aż głupio by było czegoś nie szrajbnąc bo rozjeb gatunkowy tego co tu tu znajdujecie jest dośc duży i na pewno nie wszystko wszystkim się podoba a tag to często za mało.Tym razem będzie szybciutko bo i znam mało dokonan tego pana więc i kompetencji do bardziej rozległego wpisu ni mam...


Czy ktos z panstwa wpadł na tak podstępny pomysł by sprawdzic czym się zajmował nowy perkusista OM -Emil Amos- zanim dołączył do OM? Ja nie wpadłem... na Holy Sons - jego autorski projekt - nadziałem się całkiem przypadkowo jakoś pod koniec tamtego roku. Dopiero potem, googlując dowiedziałem się że ten pan nie jest mi obcy .Potem doczytałem że pykał w dośc znanej (nazwa kilka razy przemykała mi gdzieś w necie i plejlistach lastowych) psot-rockowej kapeli Grails.



Holy Sons
-Criminal's Return [2009]



Holy Sons to jego własna firemka (często grywa na wszystkich instrumentach) i z tego co słuchałem(2 cd na razie) to muzycznie wędruje w różne rejony.Na pierwszy rzut proponuje bardzo klasyczne i rockowe (nawet rzekłbym flojdujące niekiedy ) "Criminal's Return" z 2009.




Grails - The Burden of Hope [2003]


Grails słuchałem dopiero jednego albumu The Burden Of Hope i też trochę tak w ciemno daje bo ni wiem co się dzieje na innych ...ale jestem tym albumem jak najbardziej usatysfakcjonowany.Kawał dobrego i - co jest rzadkością - nie nudnego, dosc oryginalnego postrocka ze skrzypcami. Trochę Ellisowato to brzmi. Jednak w dirty three(postrockowej kapeli wspomnianego Elisa) perkusja mnie irytuje, podobnie jak w godspeed you! - jest zbyt gęsta jak na mój gust i uniemożliwia mi słuchanie tych skądinąd bardzo dobrych kapel.Tutaj ta warstwa jest dużo lepsza, strawniejsza i no ciekawsza w końcu to "nasz nowy ulubiony" pałker grzmoci :)

niedziela, 17 stycznia 2010

Xasthur - Telepathic With The Deceased (2004)


"Słuchałem jednej płyty.Brzmienie do dupy a każdy kawałek brzmi identycznie"
-Anonimowy Metalowiec

Xasthur jest wszędzie tagowany jako Black Metal... Nawet w wikipedii pisze że to black metal. Ale jak na moje to taki z tego Black Metal jak z NWW krautrock. Co prawda w pierwszej chwili brzmi to jak jakaś nagrana w piwnicy demówka, ale kiedy wsłuchamy się w to bardziej odnajdujemy tu przede wszystkim: szumiącą shoegazeową ścianę dźwięku na którą nakładają się inne niepokojące warstwy - echa stłumionych klawiszy, bębnów, wokali- wszystko bardzo minorowe, jednostajne, sugestywne, depresyjne raniące bardziej dusze niźli uszy. Mnie muzyka Xasthur - nieskromnie powiem - uważnego słuchacza przykuła od pierwszych dźwięków i nie opuściła przez długie godziny. Wróże jej wielką karierę w moim playerze. Może to i prosta muzyka ale od strony formy bardzo przemyślana i przebiegła. W ostatnim czasie to już drugie , po Angelic Process , zaskoczenie "na metalowej scenie" jakie mnie dopadło. Swoją droga oba projekty mają coś z sobą wspólnego ale podobne na pewno nie są...

Polecam całym sobą. Dawno nic mnie tak nie urzekło.

czwartek, 24 grudnia 2009

35007 Liquid (2002)


W tym roku ani czasu ani ochoty nie mam na czułości ale z okazji dnia narodzin Mitry postanowiłem wam ''podarowac'' jeden z moich ulubionych gitarowych albumów po 2000.

Miłego pica, palenia trawy itd. Ta płyta zdecydowanie wam się do tego przyda.

poniedziałek, 30 listopada 2009

Black Math Horseman - Wyllt (2009)




Świetny debiutancki album. Doomujące post-gitarowe granie z monotonnym kobiecym wokalem. Przywodzi na myśl największych tuzów post metalowej sceny ale bywa też bardziej klasycznie(nawet pomyślałem słowo ''zabójca'' po angielsku). To nie jest odkrywcza rzecz bo program sponsorują literki od N po OM , ale dzięki tej kobitce mamy wrażenie że obcujemy z czymś unikalnym. Ja bym trochę podbasowił, brudniej, niżej, bardziej lampowo i charcząco zrealizował ten album,było by wtedy więcej stonera. Czekam na 2LP zobaczymy co będzie dalej. Radze sprawdzić.

Tak notabene... myśleliście kiedyś co by było gdyby w black sabbath śpiewała kobieta? Taka dajmy na to z ''talentem'' Jarboe o_-? Mimo tego że Jarboe to ta pani nie jest , ta płyta poniekąd daje pewien obraz tej imaginacji... Bo nie okłamujmy się, kolaboracja Neurosis z Jarboe nie poszła w stronę metalu.



wtorek, 17 listopada 2009

Radian - Chimeric (2009) + rec.extern (2002)




Radian to zespół który wiele zmienił w moim spojrzeniu na muzykę. Pokazał mi palcem i przygotował mentalnie na wiele rejonów muzyki elektronicznej które wcześniej były dla mnie niezrozumiałe. Na tą płytę czekałem bardzo długo,zapowiedziana była już kilka ładnych lat temu.Bardzo dużo od niej oczekiwałem.Poniekąd się zawiodłem bo liczyłem że znowu pokarze mi COŚ zupełnie innego. A tu zaskoczenie... Radian odszedł od minimalizmu jaki cechował poprzednie produkcje. Atmosfera jest zdecydowanie gęstsza brzmienie cechuje mniej ''syntetyczna'' koncepcja, jest za to bardziej ''rockowo'' - rockowo to chyba złe słowo ale to faktem jest że to pierwszy Radian który faktycznie ma coś wspólnego z post rockiem (wcześniej naklepka była raczej nie na miejscu). Za mało jej jeszcze słuchałem żeby stwierdzić że to wybitna płyta(bardzo dobra na pewno) ale tyle lat na nią czekałem że mimo pewnego poczucia zawodu , to dla mnie jedno z najważniejszych wydarzeń tego roku.

Wypada mi jeszcze wspomnieć czym w ogóle jest Radian... Radian to Martin Brandlmayr (genialny perkusista) Stefan Németh (sentyzatorki, oscylatorki i inne turntejble) John Norman (bas)... panowie ,zapewne już na początku drogi tego projektu umyślili sobie koncepcje że z tym, dość ''żywym'' instrumentarium wejdą w rejony minimalistycznej muzyki elektronicznej przynoszącej skojarzenia z Alva Noto, Ikedą czyli z tzw glitchem przedewszystkim. Udało im się stworzyc cos wprost unikalnego i tak jak wspomniałem dzwiękowo z post rockiem to nie miało wiele wspólnego, ale w samej idei to naprawdę było ''coś innego grane na rockowym instrumentarium''.

Tyle słowem wyjaśnienia. Oprócz nowej płyty dam wam jeszcze jedną starszą-dla porównania. Acz zdaje sobie sprawę że prawie nikomu się ta muzyka nie podoba (słyszałem opinie ''brzmią jak by się stroili '', ''chujnia i piski'' lol). Polecam co bardziej otwartym uszom.

rec.extern (2002)




Chimeric (2009)



próbki --->MYSPACE