Nazista z aparatem fotograficznym na okładce – nie trzeba mnie bardziej zachęcać. Od dawna interesuję się tematem propagandy, będącej udziałem wielkich systemów totalitarnych XX wieku, których zdobycze w tymże zakresie są rozwijane we współczesnych korporacjach medialnych i reklamowych. Komiks „Trzeciak kamera” to jednak nie jakiś suchy wykład naukowy, tylko brawurowa, trzymająca w napięciu opowieść rozgrywająca się w ruinach powojennego Berlina.
Oblężona stolica Trzeciej Rzeszy. Wdzierają się ruscy, chaos i śmierć. Tymczasem Hitler przed swym bunkrem, w dobrodusznej postawie namaszcza dzieci na ich ostatnią drogą w imieniu jedynej słusznej idei walki do samego końca. To znany wszystkim obrazek z filmów propagandowych - chyba jeden z najpopularniejszych ukazujących ostatnie dni II Wojny Światowej. Tym sposobem poznajemy tego, kto stał za kamerą – Waltera Frentza.
Walter Frentz to autentyczna postać operatora kamery Kompanii Wojennej Luftwaffe. Komiks na podstawie scenariusza Cedrica Apikiana, z świetnymi, realistycznymi rysunkami Denisa Rodiera („The Death of Superman”), stanowi pewną konfabulację na podstawie fragmentu powojennego życiorysu niemieckiego propagandzisty. Osobnymi bohaterami opowieści są żołnierze amerykańscy - agenci kontrwywiadu - szukający zbrodniarzy hitlerowskich. Postacią jednak najbardziej komiksową jest ukryty w ruinach Berlina Hauptsturmführer Strauss, psychopatyczny nazista zawiadujący niedobitkami Werwolf'u, który w dość infantylny sposób utożsamia się z bohaterami oper Wagnera (sic!). Wiadomo, jak Niemcy to i Wagner.
Całość jest sklecona jak dobry senasyjniak. Sporo i ciekawie się dzieje. Mamy tu także elementy kryminału, w którym karty odsłaniane są powoli, a autorzy wymagają od czytelnika pewnej dozy czujności. Jest to więc zdecydowanie pozycja rozrywkowa, mimo ciężaru historycznej makabry w tle. Nie znaczy to jednak, że pewne ważne problemy nie zostały napoczęte. Chodzi przede wszystkim o kwestię odpowiedzialności. Czy tłumaczenia Waltera Frentza, że robił on tylko zdjęcia, zdejmują zeń ciężar współwiny za zbrodnie systemu?
Odwiedź jest niestety dosyć wyświechtana. To stale (za Szkołą frankfurcką) powtarzany frazes - zresztą nieprawdziwy – że mianowicie każdy na miejscu tych ludzi – nazistów – zrobiłby to samo, że tak naprawdę byli to normalni ludzie kochający dzieci oraz zwierzęta. Opór tej tezie daje choćby Hannah Arendt w swojej słynnej książce „Eichmann w Jerozolimie”, w której to dokładnie wykazuje różne, odmienne postawy, ludzi oraz krajów, wobec nazistowskiej opresji. Poza tym, jeśli ktoś uważa, że jest niewinny, bo tylko wykonywał swoją pracę, nawet jeśli ta praca polegała na decydowaniu o zagładzie innych ludzi (tłumaczenia Eichmann), to jest to - delikatnie mówiąc - mało przekonujące.
Dla mnie najciekawsze w tej publikacji okazało się bogato ilustrowane i rzetelnie napisane historyczne posłowie. Co powinno nam uprzytomnić, że rzeczywistość jest ciekawsza sama w sobie i niekoniecznie trzeba ją podrasowywać fabularnymi – często wziętymi z sufitu - wątkami. Reasumując - Trzecią kamerę fajnie się czyta, jest ładnie narysowana, kolorowa, nie przytłacza ogromem tekstu – wprost przeciwnie - jest w niej wiele „milczących plansz” z żywą narracją komiksową oraz ciekawie - umiejętnie rozłożone na planszy - sceny akcji. Nie znajdziemy jednak w tej pozycji jakiejś głębszej refleksji na temat manipulowania masami ludzkimi za pomocą obrazu i dźwięku. Dlatego też dla interesujących się historią, propagandą oraz problemem niemieckiej winy i jej wyparcia, polecałbym inne lektury.
Autor: Jakub Gryzowski






