Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dark ambient. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dark ambient. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 października 2010

Liveride - Туманами (2010)


Jak tu rockowo ostatnio było... Fuj! Za karę biczuję się teraz zremasterowaną kasetą Xasthur ( już sama idea remasterowania Xasthur nie jest zabawna - nieprawdaż?), od czasu do czasu kontrując tym znakomitym ruskim pseudoblejkmjetalem który tu widzicie. Zerknijcie do próbek, bo to tak naprawdę nie jest blejk mjetal, tylko kotletowy easy listening - taka zakamuflowana muzyka medytacyjna rzekłbym ... Chyba zaraz włączę Mount Eerie -Wind's Poem*. Pogoda znów sprzyja, nie?


*
obiecywałem kiedyś o tym napisać ale nie wyrobiłem... ale chyba już i tak macie?




Download
(on ambient-black)

piątek, 10 września 2010

Fossegrim - Demo + Abesinthe EP (2009)


Mało pisałem i wrzucałem bo czasu brak... na szczęście mam trochę odłożonego stafu i postaram się co kilka dni coś wrzucić. Ostatnio odkurzyłem też stary dysk i znalazłem kilka rzeczy których nie znacie. Ale na początek moje ostatnie odkrycie - prawdziwy cymes. Fossegrim to praktycznie nieznana postać, na laście ma zaledwie kilku słuchaczy - którzy w większości dostali go ode mnie. Mam cichą nadzieję, że mój blog pomoże w znalezieniu większego audytorium.

Bóg zszedł na Ziemię i śmiga stopem po Stanach. Czasem jeno po cichu czyni cuda i zamienia kasety w krew ( bo techniką cyfrową się brzydzi). Muzycznie to w pewnym sensie neoclassical, ale brzmiący tak, jakby był nagrany w piwnicy Malefica (Xasthur). Musicie koniecznie sprawdzic Fossegrim, bo dla mnie ten facet to geniusz (nie żartuję). Od czasu ostatniej płyty Xasthura nie czułem się aż tak szczelnie otulony ciemnością. Radzę zażywać po zmroku, najlepiej klęcząc ze słuchawkami na uszach. Do tej pory nagrał demko i jedną EPke. Modlę się o więcej. Wszystko wrzuciłem wam do jednego raru. Odsyłam też na stronę ( klik )... ale w sumie oprócz downloadu to tam niewiele jest.


Fossegrim o sobie: "There is not much to say about myself, i am generally nomadic, i do not play "venues" and never on a schedule. I perform mainly to the woods, the streams and, on occasion, the random hiker. Traveling the coast of the Pacific Northwest between San Simeon, California and Blaine, Washington setting up as i feel necessary and adding my melodies to the already beautiful arrangement that my company provides. All recordings are done via cassette or reel to reel... and am in the process of recording new works to be released in cassette format (and possibly cd, but the sound is ruined when made digital)."

niedziela, 4 lipca 2010

Les Sentiers Conflictuels & Andrew King - 1888 (2005)


"Choć w czasie zbrodniczej działalności Rozpruwacza, przychodziły do policji setki listów od osób podających się za mordercę, wielu badaczy uważa, że list “Z piekieł” jest jednym z prawdopodobnie autentycznych pism jego autorstwa. Nadawca nie podpisał listu pseudonimem „Kuba Rozpruwacz”, co wyróżnia go od wcześniejszego listu „Drogi szefie” i karty pocztowej „Zuchwały Kuba”, a także ich naśladowców. List „Z piekieł” charakteryzuje się przy tym znacznie niższym poziomem gramatycznym niż poprzednie dwa."

Treść listu, obfitującego w braki interpunkcyjne i ortograficzne, brzmiała następująco:
(polskie tłumaczenie oddające w przybliżeniu charakter gramatyczny listu.)


Z piekieł.

P. Lusk,

Posyłam panu pół nyrki którą wyjąłem
jednej kobiecie i zahowałem dla pana drugą
część usmażyłem i zjadłem była bardzo
pyszna. Mogę posłać panu okrwawiony nuż
jaki ją wyrżnął jeśli tylko poczeka pan trochę dłużej

podpisany

Złap mnie jeśli pan potrafisz panie Lusk


za Wikipedią





Tzw. spokenwordsy to chyba dość niewdzięczna para kaloszy. Mało kto jest w stanie dostrzec piękno tej trochę nietypowej formy słuchowiska, szczególnie gdy nie jest stworzone w jego rodzimym języku. Nie będę ukrywał, że to jeden z moich ulubionych "około muzycznych" (zazwyczaj z pogranicza literatury i muzyki elektronicznej) środków wyrazu. Nie umiem tak do końca stwierdzić, dlaczego tak to nietypowe zjawisko ukochałem. Prawdą jest, że nie znam aż tak dobrze angielskiego, żeby perfekt rozumieć ze słuchu (no, dzięki słuchaniu spokenwordsów jest coraz lepiej). Lubię te melorecytacje prawdopodobnie dlatego, że bardzo ważna jest dla mnie atmosfera panująca na płycie. Zawsze stawiałem ją wyżej od ładnych refrenów i wirtuozerii.

Andrew King to postać znana każdemu, kto uważniej przyglądał się scenie neofolkowej. Płyt firmowanych swoim nazwiskiem nagrał niewiele, za to jego niesamowicie smutny głos często pojawia się na albumach ważnych osobistości tego nurtu. Najlepsze rzeczy z jego dużym udziałem to The Triple Tree - Ghosts i koncept składak A Mythological Prospect Of The Citie Of Londinium (obie ze wszech miar polecam). Nazwa Les Sentiers Conflictuels mówi mi już znacznie mniej. Właściwie to nic mi nie mówi. Zerkam na Discogs w poszukiwaniu info ... no tak, wszystko się zgadza. Francuz (jeno coś taki skośny trochę). Jak głupio by to nie zabrzmiało - bo mówimy o ambiencie - to słychać, że to jest Francuz. Tzn. skojarzenia z Les Joyaux De La Princesse są tak silne, że nawet przez myśl mi przeszło, że to może poprostu inny szyld/odłam tego francuskiego projektu. No i jak bym tak spróbował porównać 1888 do czegoś co już słyszałem, to powiedział bym, że najbliżej mu do wybitnej kolaboracji Les Joyaux De La Princesse/Blood Axis (znowu polecam, bo to jedna z moich ulubionych płyt ). W każdym razie Andrew King i Philippe Kam (bo tak się nazywa ów żółty francuz) złączyli siły i postanowili nagrac koncept album upamiętniający wyczyny Kuby Rozpruwacza...

Warstwę tekstową stanowią listy, które napływały do prasy i Scotland Yardu w czasie, gdy światem wstrząsnęła seria morderstw, będąca tak naprawdę tylko preludium do tego, co przyniesie XX wiek. Fani Kuby od razu zauważą, że panowie podchodzą do tematu dość umownie - traumatyczna podróż nie przebiega chronologicznie. Nasz protagonista na płycie pierwszy raz * przemawia przez napis nabazgrany na murze w pobliżu miejsca, gdzie zabito piątą kobietę : "The Juwes are the men that Will not be Blamed for nothing". Dopiero potem następuje pierwszy i najsłynniejszy list sygnowany jako "Kuba Rozpruwacz" czyli "Dear Boss", który nadszedł do News Agency jeszcze przed czwartym morderstwem i sukcesywnie reszta, wraz z (wg. niektórych teorii jedynym autentycznym) listem - "From Hell" - na czele. Dziwi taki brak konsekwencji, ale w żadnym wypadku nie ujmuje wartości. Można to oczywiście próbować uzasadnić, ci co czytali komiks From Hell dobrze wiedzą o czym mówię...


Choć już sam koncept jest fascynujący, to nie warstwa tekstowa nadaje wszystkiemu kształtu. Biorąc pod lupę warstwę muzyczną, możemy w pewnym stopniu mówić o dark ambiencie, ale to w żaden sposób nie opisze tego, z czym przyjdzie Wam obcować. Zanim wsadzicie płytę do swoich odtwarzaczy, musicie się należycie przygotować. Słuchawki będą wskazane. Zalecam nocne odsłuchy, zresztą chyba inaczej się z tym nie da obcować. Połóżcie się, zamknijcie oczy i oddajcie w ręce najsłynniejszego seryjnego zabójcy w historii ludzkości. Tak wypada, bo cały spektakl dzieje się na granicy jawy i snu... W ponury świat tej opowieści zabiorą was monotonne, klaustrofobiczne i stłumione dźwięki fortepianu, odtwarzane na patefonach odległe echa arii operowych, pętlące się - aż do jednostajnego, przypominającego taśmowe eksperymenty dronu - skrzypce ... Inna warstwa jest wystylizowana na gwar uliczny: dorożka, głosy uliczników, archaiczne i groteskowe melodie wygrywane przez kataryniarza, odgłosy kroków, odległe szepty... I wtedy, gdy niemal odpływamy i jesteśmy w półśnie, nad wszystko nadciąga wyraźny i przerażający głos Andrew Kinga. Jego głos raz tnie jak skalpel, raz jest miarowy, rytmiczny, raz przesterowany, wibrujący i utrzymujący w nas ciągły niepokój.


Co ważne, płyta nie jest jednorazowym słuchowiskiem. Gdy już wgryziemy się w nią dostatecznie, recytowane listy Kuby zaczynają być jednym ze środków wyrazu, czy też substytutem instrumentu. W pełni integrują się z innymi warstwami. Oprócz tego zaczynamy dostrzegać koncept, a zarazem to, w jaki sposób i CO opowiada nam sama muzyka. Bardzo mocno zaczyna rzucać się w ucho klamra prologu i epilogu. Podobieństwo obu tracków miało być zapewne symboliczne i nieprzypadkowo nazywają się The Night i The Light.

To nie jest płyta trudna w odbiorze, ale jej atmosfera przytłacza. Bałbym się tego słuchać po narkotykach. Tym bardziej, że boję się tego słuchać na trzeźwo.



ps. 1888 to idealny soundtrack podczas lektury From Hell Alana Moora, które jeszcze możecie nabyć w niektórych sklepach komiksowych - zachęcam bo II wydania nieprędko się doczekacie. Na ową chwile to jeden z moich najukochańszych tworów kultury.





próbka 1

próbka 2




* [zaznacz]Pierwszy raz King deklamuje sentencje:"Oh have you seen the Devil with his microscope and scalpel, A-lookin' at a kidney with a slide cocked up". Nie znalazłem niestety jej źródła - oprócz tego że jest przypisywany któremuś listowemu wcieleniu kuby , ale wydaje mi się że błędnie. Możliwe że to z Moora, wertowałem komiks ale nie znalazłem. Jak ktoś mądrzejszy wie, to niech powie...

wtorek, 6 kwietnia 2010

Xasthur - Portal of Sorrow (2010)



Na poprzedniej płycie Malefic odszedł całkiem od udawania blejk mjetalu, krążek zebrał średnie noty, ale był dobry, a przynajmniej bardzo ciekawy i przełomowy w dyskografii tego kompozytora (aż nie śmiał bym inaczej go nazwać). Na Portal of Sorrow jest dość przewrotnie, jedną nogą depcze po metalowo-shoegazowych brzmieniach, ale jest już pewne że poprzednia płyta wyznaczyła raz na zawsze nową epokę w jego muzyce. Oprócz shoegazowego BM'u znajdziemy tu : akustyczną gitarę, ujmujące jego muzyce klaustrofobii i nadające bardziej dream popowego sznytu kobiece wokale, śmierć, bezsenność, strach, samotność, kosmos, piękno, geniusz... Wiem, ponosi mnie, ale to muzyka o której nie potrafię pisać bez takich frazesów. Niewielu odbiorców będzie w stanie zagościć na dłużej w tej krainie. Nieliczni będą w stanie percypować to co się dzieje na tym krążku. Nie ma co się oszukiwać, tak naprawdę my wszyscy niegodnim tego słuchać...

Dla mnie Malefic staje się jednym z najważniejszych awangardowych artystów. W moim panteonie mieszka vis a vis Davida Tibeta i Scotta Walkera. Coraz mniej jest tu odcinania kuponów, coraz więcej chęci wychodzenia poza ramy, gatunki, schematy. Jest dokładnie tak jak w przypadku Walkera - już nie wiemy co to jest za muzyka.

Kiedyś Genesis P-Orridge paplał że nagrywa "Dark Side of the Moon XXI wieku" , oczywiście nagrał jakieś przeciętne pierdoły... Jednak kiedy słuchałem "This Abyss Holds the Mirror"<-klik] z owej płytki Xasthur, pomyślałem sobie że "Dark Side of the Moon XXI wieku" powinno brzmieć właśnie tak .


próbka 1

próbka 2

próbka 3

Edit(15:03): Właśnie wyczytałem że Malefic zapowiedział że to ostatni jego album mający cokolwiek wspólnego z metalem...

wtorek, 9 lutego 2010

Velvet Cacoon - Genevieve [2004]

Nie wiem co się dzieje... czy to ta zima za oknem, czy co.... w każdym razie szukam więcej takiego stafu jak Xasthur... Ostatnia jego płyta odchodzi już całkiem od udawania BM i zdaje sie jedną z lepszych tamtego roku. Wrzucę ją za jakiś czas .Wrzucę tez Mount Eerie - Wind's Poem inspirowane skądinąd muzą Xasthur. Ale na razie co innego z tej parafii...




Następna dawka pseudo-black metalu .Tym to się nawet ni chciało już nawet wpisywać BM w tagach na myspace, za to dojebali se Shoegaze / Ambient / Pop.Trafne tagi to to tez nie są , nie mniej płyta jest znakomita i jeśli urzekł was Xasthur to musicie sprawdzic.




Próbka
(Myspace)


piątek, 2 października 2009

The Angelic Process

Z tego co czytam, to nieistniejące już od jakiegoś czasu The Angelic Process[koniecznie kliknijcie i przeczytajcie opis lastowy] jest chyba postrzegane jako zespół kultowy, ewentualnie właśnie stoi przed progiem swojej kultowości.


Przeglądając na lascie profile znajomych, stwierdziłem, że większość z nich miała styczność z muzyką tego duetu. Jednak zazwyczaj nie ma w ich playlistach dużo odsłuchów. Dziwi mnie to. Dziwi mnie bo w dwa ostatnie dni ( a raczej noce) pożarłem niemal całą ich twórczość i z przerażeniem stwierdzam, że jest niesamowicie równa, spójna i przemyślana. Dawno nie miałem do czynienia z tak oryginalnym i miodnym tworem muzycznym. Z jednej strony melodyjna, dream popowa ściana dźwięku, z drugiej doom/drone metal, z trzeciej ambient/darkwawe, do tego dodajcie bezpardonowe przyznawanie się do fascynacji Neurosis i Swansowym obozem - otrzymujemy Angelic Process. Wspominałem że znajdziecie tu drone/doom - co wrażliwszym uszom mówię od razu - nie bójcie się, zerknijcie w próbki to dość łagodna strona tego medalu, może odrobinę kojarząca się z Nadja, ale wg mnie dużo lepiej przyswajalna. Jeśli nie znacie, bądź szybko odstawiliście ich płyty to koniecznie brać i słuchać bo to rzecz wybitna. Jeszcze chyba nigdy w życiu żaden zespół w dwa dni nie stał się ''jednym z moich ulubionych''. Polecam i ostrzegam, że jeśli lubicie okolice wymienione w mojej pisaninie, to zapewne szybko pożrecie całą dyskografie, uzależnicie się i będziecie skamleć o więcej. A więcej już nie będzie...


*mi notabene kilka lat temu tez ktoś polecał, ale z powodu zerwania archiwum winrara nie doszło do odsłuchu(w archiwum gg znalazłem rozmowę na ten temat:)


Na początek zalecam to Mini CD (reszte se googlac, albo mnie łapac na lascie czy gronie):

We All Die Laughing[2006]



wtorek, 29 września 2009

Æthenor - Faking Gold And Murder (2009)

Co tam u mnie... Nic ciekawego nie wygrzebałem ostatnio , nic takiego czym mógłbym się z czystym sumieniem od siebie podzielic,zachwalic itd.Za to byłem na Blixie(zajebioza było tu macie na ten temat -->klik) i potem trochę przeholowałem z alko(teraz wlasnie mi ostatecznie schodzi kac:P) przez co też nie wiele nowych rzeczy słucham bo mało szperam .Leże jeno w wyrze i czytam zbiorek ''Smutny Kos''<---klik.Aha, słucham dużo Kimmo Pohjonen(płyta kluster u mnie gosci) ale to większośc z was zna , ja też znałem ale nie wszedł mi kiedyś tak jak powinien i teraz do niego wracam.A, no i wczoraj badałem co wujek Douglas wymyślił , a wymyślił taki zbiorowy tribut dla Guntera Grassa --> "THE GRASS IS ALWAYS BROWNER" (większośc niestety chałupnicza i średnio słuchalna,więc to jak na razie żadne wydarzenie.Ale może się coś urodzi)



No ale mam coś takiego co ktoś mi polecił... czym bym się raczej normalnie nie zainteresował (nie przepadam za sunn o))) gdyby nie gościnny udział DavidaTibeta. Może kogoś z was zainteresuje.Nie będę się rozpisywał:

''Deep in Ocean Sunk the Lamp of Light is the debut from the trio of Stephen O’Malley (Sunn O)))), Daniel O’Sullivan (Guapo), and Vincent de Roguin (Shora). Taking its title from The Iliad, the music here is deep and cosmic, completely unlike anything you’d expect from such heavyweights. More in the tradition of Nurse With Wound’s “Spiral Insana” or Klaus Schulze’s “Cyborg” than any contemporary trend, the tracks float along in a masterful collage of activity, where careful scene changes highlight O’Sullivan’s classic but artfully placed Rhodes bombs, de Roguin’s organ, and O’Malley’s guitar. Extraordinary effort has gone into editing, mastering, and shaping these pieces – these are not tossed off improvisations or “side-project” orphans.''

No i to jest drugie,chyba dośc świeże LP tego projektu...Posłuchac warto.Momentami ,dla mnie zbyt bolesne dźwięki ,jak na obecne predyspozycje muzyczne:) ale to dobra rzecz a to że Tibet udziela się na całym materiale łagodzi mi odbiór.

środa, 10 czerwca 2009

Sixth Comm - Grey Years (1992)


Sixth Comm to projekt Patricka Leagas'a (pan ów jest wam zapewne znany z pierwszego składu di6) i niejakiej Amodali .W późniejszym czasie duo przekształciło się w Mother Destruction(tez niezłe ale nie słyszałem wszystkiego co warto było słyszec) .Ja dziś daję starsza rzecz,mocno darkłejwową ale nie kiczowatą i idącą w industrial,swansującą z lekka - ''Gey Years'' .Cechą dodającą uroku tej płycie (a raczej to składak kilku sesji )jest potwornie zrealizowany automat perkusyjny tzn napierdala tak jak by miał wysadzic głośniki. Coś jak u Vatikans Cildren (satan) ,tam też jest przerażający bass i gra to jak by dolne pasmo planowało cię zabic.Świetna mroczna płyta.Mam ją już od dawna i czasem wracam więc próbę czasu przetrwała.
Nie ma co się rozpisywac więcej ... Polecam itd.

ps.A u mnie dużo Giry leci bo ruskie dały 6 płytek''Angels Of Light '' we flakach (śledź po japońsku donoś po polsku o_- klik ).