Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasety. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 listopada 2010

MB / Maurizio Bianchi - Violichte (2010)



Zapewne jak większość z Was, przygodę z Maurizio Bianchim - jednym z prekursorów noisu - zacząłem i skończyłem na albumie uważanym za jego opus magnum - Symphony For A Genocide. Co prawda zdawałem sobie sprawę, że nie poświęciłem mu dostatecznie dużo uwagi, ale jakoś nie bardzo miałem ochotę babrać się w tej wygranej na analogowych parapetach "symfonii" na cześć fabryk produkujących mydło z ludzi. Już teraz wiem, że najprawdopodobniej postąpiłem niesłusznie, bo może przegapiłem coś bardzo ważnego dla współczesnej muzyki.


To, co Włoch prezentuje na swojej (bodaj) ostatniej kasecie, to - tak po prostu, na chłopski rozum mówiąc - połączenie szumu fal radiowych z przeciągłymi, zapętlonymi dronami wygranymi na wiolonczeli. Jasne, że ta muzyka to sama forma i sam koncept*- ale to nie jest w stanie zmienić faktu, że słuchanie jej jest jak swoista analogowa medytacja - to niesamowicie przyjemne, relaksujące, a zarazem mistyczne przeżycie. Kłóci się to nie tylko z tym, co cechowało rzekomo najwybitniejszy materiał Bianchiego, ale też ze stereotypem radykalnie awangardowego przedsięwzięcia. A może wręcz przeciwnie? Może właśnie ta przystępność stawia tę taśmę w gronie najlepszych tego typu prac? Bo mimo swej archaiczności i pozornego kabotyństwa, Violichte zmusza mnie do instynktownego zestawiania jej z Different Trains Reicha, czy szukając bliżej, współcześniej, z naszym rodzimym Bionulor .

Sprawdźcie tę taśmę. Szczególnie jeśli tak jak ja skreśliliście MB po Symphony For A Genocide. Nie będę ukrywał, że ja dopiero teraz dostrzegłem, gdzie może (podkreślam - może - wcale nie musi) leżeć rzekoma wielkość Włocha.

*
Nawiązujący do prac Giacinto Scelsiego, któremu zresztą Violichte zostało dedykowane.

próbka
(cała strona A)

Download

(wyprzedane... limit do 100 kopi)

piątek, 10 września 2010

Fossegrim - Demo + Abesinthe EP (2009)


Mało pisałem i wrzucałem bo czasu brak... na szczęście mam trochę odłożonego stafu i postaram się co kilka dni coś wrzucić. Ostatnio odkurzyłem też stary dysk i znalazłem kilka rzeczy których nie znacie. Ale na początek moje ostatnie odkrycie - prawdziwy cymes. Fossegrim to praktycznie nieznana postać, na laście ma zaledwie kilku słuchaczy - którzy w większości dostali go ode mnie. Mam cichą nadzieję, że mój blog pomoże w znalezieniu większego audytorium.

Bóg zszedł na Ziemię i śmiga stopem po Stanach. Czasem jeno po cichu czyni cuda i zamienia kasety w krew ( bo techniką cyfrową się brzydzi). Muzycznie to w pewnym sensie neoclassical, ale brzmiący tak, jakby był nagrany w piwnicy Malefica (Xasthur). Musicie koniecznie sprawdzic Fossegrim, bo dla mnie ten facet to geniusz (nie żartuję). Od czasu ostatniej płyty Xasthura nie czułem się aż tak szczelnie otulony ciemnością. Radzę zażywać po zmroku, najlepiej klęcząc ze słuchawkami na uszach. Do tej pory nagrał demko i jedną EPke. Modlę się o więcej. Wszystko wrzuciłem wam do jednego raru. Odsyłam też na stronę ( klik )... ale w sumie oprócz downloadu to tam niewiele jest.


Fossegrim o sobie: "There is not much to say about myself, i am generally nomadic, i do not play "venues" and never on a schedule. I perform mainly to the woods, the streams and, on occasion, the random hiker. Traveling the coast of the Pacific Northwest between San Simeon, California and Blaine, Washington setting up as i feel necessary and adding my melodies to the already beautiful arrangement that my company provides. All recordings are done via cassette or reel to reel... and am in the process of recording new works to be released in cassette format (and possibly cd, but the sound is ruined when made digital)."