Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arkham Gallery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arkham Gallery. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2011

Przypominam o konkursie!




Mam trochę zamieszania w domu ostatnio i piszę właśnie coś, co nie ukaże się nigdzie w najbliższych dniach, więc tymczasem postanowiłem przypomnieć o konkursie. Przede wszystkim wstępnie przedłużam go do końca września, głównie dlatego, że najciekawszą pracę przysłał jak na razie mój znajomy Tom Bardamu:


(kliknij aby powiększyć )

(kliknij aby powiększyć )

Nie chcę być posądzony o kumoterstwo, więc liczę, że ktoś to jeszcze przebije. No dalej! Nie wstydzić się!

Przypominam info o konkursie:

Z okazji rocznicy postanowiłem też ogłosić - pierwszy w historii Arkham - konkurs. Żeby otrzymać nagrody trzeba będzie zaprojektować logo ( edit: gdy pisałem "logo"miałem na myśli coś takiego: klik ) i baner dla mojego drugiego bloga - Songs For Lovers and Gangsters. Nie chcę nikogo dyskryminować, więc od razu zaznaczam, że nie muszą to być rysunki. Równie dobrze może to być jakiś kolaż wykonany w fotoszopie. Termin nadsyłania prac wstępnie ustalam na 27 września, chyba że nie nadejdzie więcej niż 5 zgłoszeń, wtedy przedłużę. Ale mam nadzieję, że frekwencja dopisze, nagrody są w końcu atrakcyjne. To dwa komiksy z Kultury Gniewu, których nakład się już dawno skończył - Pixy i Insekt ( klik - recenzja Michała Misztala). Do puli dorzucam również Księgę innych ludzi w której, oprócz opowiadań znajdziecie między innymi chyba jedyny opublikowany w Polsce komiks Chrisa Ware'a.

Prace proszę wysyłać na adres: krzysztof.ryszard.wojciechowski@gmail.com

niedziela, 10 lipca 2011

Arkham Gallery #3 Maciej Czapiewski - Czarny Pan

Egzemplarz recenzencki kupiłem sobie sam. O tutaj --> klik

Ciszę w eterze przerywa paczka z komiksem i dedykacją od Macieja Czapiewskiego, która przyszła do mnie przedwczoraj. Mam cichą nadzieję, że ten cykl na stałe zagości na naszych łamach i że za jakiś czas będzie można z tymi rysunkami coś więcej zrobić. Kilka osób - nawet spoza "komiksowa" (brzydkiego słowa mnie koledzy nauczyli) już się zdeklarowało, że chcą coś narysować dla Arkham. Ja nie jestem Was w stanie wszystkich zaleźć i wszystkich poprosić, więc jeśli ktoś ma aspiracje, by zmierzyć się ze stylistyką lovecraftowską, bądź po prostu lubi tego bloga i chce nam zadedykować rysunek, to zapraszam. Kontakt do mnie znajdziecie po prawej.


Gdy przeglądałem digart Macka, zdawało mi się, że spotkanie z mitologią HPL'a będzie dla niego dużo bardziej naturalne niż dla Mei. Okazało się, że i on zapewne zdawał sobie z tego sprawę, bo sam sobie podniósł poprzeczkę i postanowił wybrać technikę malarską:




Napracował się bardzo, Cthulhu wyszedł świetny. Ale według mnie autor dużo bardziej sprawdza się w formach stricte komiksowych, popatrzcie tylko na fragmenty jego debiutanckiego albumu Czarny Pan :



(kliknij aby powiększyć)

Po Mei to kolejny "młody zdolny", o którego pracy kilka słów chciałbym napisać. Edyta jest bardziej szalona, i stąd w jej komiksie nawał niedociągnięć fabularnych, za to Maciek, świadom swych ograniczeń, opowiada krótką, prostą historię. Lecz na tej spójności zalety scenariusza się kończą bo czy coś z niego wynika czy nie, to już osobna sprawa... dobrze wiem, że mamy do czynienia z typową zinkową wprawką, która ma rozwinąć jego warsztat, a w tym kontekście nie można jej wiele zarzucić.

Gdy myślę o stronie formalnej: graficznej i narracyjnej, cisną mi się na klawiaturę same pochwały. Kierunek, w którym podąża Maciek, jest w według mnie mądry i słuszny. W kadrowaniu pilnuje, by zachować zasady kompozycji malarskiej czy fotografii, stara się też nie łamać filmowej osi akcji (o ile wie co to jest - jeśli nie wie i instynkt mu to podpowiada, to też bardzo dobrze). To rzeczy może nie do końca wymagane i potrzebne w komiksie, ale dzięki temu, gdy nauczy się tym wszystkim bardzo dobrze posługiwać, w przyszłości będzie mógł świadomie się od tego oddalać i tworzyć z jednej strony bardziej przemyślane, z drugiej dużo bardziej awangardowe twory.

O ile Mei przydałby się ktoś, kto utrzymałby ja w ryzach, to Maciek potrzebuje kogoś, kto napisze mu dłuższy, bardziej rozbudowany i frapujący scenariusz. Jego debiutancki albumik potwierdza, że jest gotowy na takie wyzwanie.


KUP !
(Tylko 5 zł!)

środa, 8 czerwca 2011

Arkham Gallery #2 Edyta Mei - Historia Fabryki


Egzemplarz recenzencki kupiłem sobie sam. O tutaj -->
klik


Gdy jakiś czas temu Maciek Pałka wypisywał dedykację dla Arkham(klik), zapewne nie zdawał sobie sprawy z tego, że zapoczątkowuje "nową świecką tradycję". W każdym razie było mi wtedy bardzo miło i gdy nadarzyła się kolejna okazja, postanowiłem zdobyć do kolekcji następny rysunek. Zaintrygowany tym, co mogłoby wyjść z takiej fuzji, zaproponowałem Mei narysowanie czegoś w duchu Lovecrafta. Oto rezultat:


(kliknij aby powiększyć)

To moje pierwsze spotkanie z jej komiksową twórczością. Jednak, jak już już kilka razy pisałem, uwielbiam grafiki Mei. Wiem, że ich korzeni mógłbym szukać we współczesnej popkulturze, w mandze i anime ... Ale nie wiem, czy ona sama zdaje sobie sprawę (pewnie nie) z tego, że w rysowanych przez nią postaciach znajduję coś mistycznego. Wiem, że nadinterpretuję, ale gdy odrywam te jej hermafrodytyczne ludki od fabuły komiksu, to w moich oczach stają się świetlistymi aniołami, istotami kojarzącymi mi się Crowleyem, Thelemą... Ok, ok, zapędziłem się. W każdym razie Mei to prawdziwy talent.


Nie zdobędę się na pełnoprawną recenzję, ale kilka słów do Was i do autorki chcę napisać. Przede wszystkim uznajmy, że ten album to wprawka - ale bez wątpienia taka, którą już bez wstydu można komuś pokazać. Po przeczytaniu muszę przyznać, że Mei rozumie język komiksu - wszystko było tu dla mnie przejrzyste, czytelne i zrozumiałe. Niby nic wielkiego, ale świadczy o tym, że Edyta to już świadoma - tudzież posiadająca świetny instynkt - autorka...

(kliknij aby powiększyć)

Niestety, nie powiem wiele dobrego o samej fabule. Nie mam na myśli tematyki, bo to, że Mei zainspirowała się problemami znanymi ze świata który ją otacza - młodzi, wrażliwi ludzie zmuszeni do pracy w fabrykach - i ubrała je w świetnie odpowiadającą jej stylowi rysunku konwencję* jest po prostu urocze... chodzi mi raczej o konstrukcję. Rozumiem, że pewnie wyrabia sobie rękę tymi "publikacjami", ale będzie lepiej, jeśli zawsze najpierw (albo w trakcie - gdy komiks już się solidnie rozbuja) przysiądzie i rozpisze swój scenariusz, zamiast rysować "na pałę" i upychać wyjaśnienia w epilogu. Wiem, że talent literacki i plastyczny nie muszą iść w parze, ale jeśli komiks będzie dobrze napisany, to target publikacji na pewno się poszerzy. Może warto skorzystać z pomocy kogoś odrobinę bardziej doświadczonego? Pod ręką jest przecie sporo piszący Michał Misztal(klik), który zresztą przyłożył rękę do samego aktu drukowania tego albumu...


Cóż mogę dodać? Mei nie powinna odpuszczać, powinna pracować i rozwijać warsztat (w jej przypadku ze wskazaniem na literacki). Za jakiś czas, gdy będzie miała więcej do powiedzenia/przekazania może naprawdę w polskim komiksie namieszać...




(tylko 7 zł!)



*
Cholera wie jak to nazwać? Urban/Forest Fantasy:)? Czuć pewną świeżość i swobodę w kreowaniu świata. To zapewne wpływy manga/anime, które chyba dość często swobodnie traktują i mieszają konwencje. Nie wiem. Ja w każdym razie to kupuję...

środa, 12 stycznia 2011

Arkham Gallery #1 Laleczki - Maciej Pałka


Egzemplarz recenzencki kupiłem sobie sam. O tutaj -->klik


Od razu mówię - żeby nie być posądzonym o klakierstwo - że z Maćkiem "znamy" się ( w cudzysłowie, bo wszystko sprowadza się do umiarkowanej znajomości internetowej) już całkiem sporo czasu. Nasze gusta muzyczne przecinają się w kilku miejscach - więc siłą rzeczy zagląda na Arkham. W drugą stronę jest inaczej. Ja się polskim współczesnym komiksem niemal nie interesuję*, ale i tak zaglądam na jego bloga(klik), bo jest dla mnie uchylonym oknem na polskie podwórko. Przyznaję też, że mam duży sentyment do tego komiksu - a z dedykacji dla Arkham cieszyłem się jak dziecko. Z recenzją zwlekałem już dobrych kilka miesięcy, bo nie miałem aparatu - a koniecznie chciałem się tym pochwalić:



Laleczki po raz pierwszy wydał autor za własne pieniądze już z pół dekady temu. Niedawno ktoś wpadł na pomysł zrobienia liftingu i wznowienia go w serii Strefa Komiksu. Scenariusz, a raczej scenariusze - bo to kilka połączonych zgrabnie w jedną całość, pisanych przez parę osób nowelek- nie są niczym nadzwyczajnym. Mógłbym tu napisać, że to "komiksowy traktat o kondycji cywilizacji", albo wymyślić inne pompatyczne bzdury, ale tak po prawdzie to tylko postapokaliptyczna chanbara, której klamra prologu i epilogu (strzelam, że dopisana przy remasterowaniu) ma nadać odrobiny głębi. Ot, kawał przyzwoitej pulpy. Nic więcej. Nie śledzę Strefy Komiksu, nie wiem, jaki jest poziom innych publikacji, ale jeśli zbliżony do tego co otrzymałem, to chętnie sprawdzę wybrane pozycje .

(kliknij aby powiększyć)

Jeśli chodzi o rysunki, narrację, opowiadanie obrazem, to nie mam zamiaru kłamać - od czasu pierwszej publikacji komiks się zestarzał, a raczej wypadało by rzec, że Maćka warsztat rozrósł się niepomiernie. Ale nawet jeśli nie znałbym kontekstu, to o Laleczkach nie napisałbym źle. Są tu pewne wpadki, ale mniejsze, niż w wydanym jakiś czas temu, rysowanym za grube pliki dularów Predatorze. Nie będę też ukrywał, że samego Maćka cenię za to, że nikogo nie podrabia i konsekwentnie rozwija swój styl i mimo tego, że napierdala i stara się być coraz lepszym rzemieślnikiem, to dla mnie najbardziej cenny pozostanie jako świadom swych ograniczeń turpista pamiętający epokę zinów, a nie jako rysujący realistycznie wyrobnik. Jestem świadom, że nie mam całkowitego rozeznania w polskim współczesnym komiksie, więc posłużę się bezpiecznym przykładem - gościem od syfiastych Syberyjskich snów, które są zbiorem pt. "co widziałem na zgniłym zachodzie" (to, że większość recenzji tego albumu jest pozytywna, to całkowite kuriozum). Przez cały zbiorczy album tego Ruska nie pojawia się TO COŚ, co można by nazwać rozpoznawalnym stylem. Natomiast prace Maćka aż tym CZYMŚ ociekają. Gdy na nie patrzę, to widzę, że to obskurwiały underground ze Wschodniej Europy i to jest właśnie fajne, że to widać. To jest siłą tego komiksu.






*
Jasne, że rzadziej sięgam po polski komiks z braku kasy - ale czasem, gdy zdarza mi się czytać fora komiksowe, to zaczynam sobie zdawać sprawę, że całkiem świadomie próbuję się odcinać, bo widzę w nim wiele kumoterstwa i ludzi z którymi, dla higieny emocjonalnej , wolałbym nie mieć do czynienia.