piątek, 30 października 2026

Ideo. Jacek Świdziński

 


Każdy z nas co nieco słyszał o XX wiecznych teoriach lingwistycznych zahaczających o filozofię. Język tworzy odrębny świat, który jest zawarty w nim samym - i tak dalej i tak dalej. Komiks to medium zarówno nowoczesne (popkultura) jak i głęboko archaiczne (pierwotne malunki naskalne). Niemal każdy mieszkaniec ziemi potrafi zrozumieć historię obrazkową bez dymków. Co ciekawe, powieści graficzne świetnie sprawdzają się w opisywaniu procesów zachodzących w języku. Udowodnił to chociażby Scott McCloud w „Zrozumieć komiks”. Udowodnił to także Jacek Świdziński w swoim najnowszym komiksie poświęconym twórcy języka esperanto.


„Ideo” poprzedzone jest wstępem dr Martyny Faustyny Zaniewskiej z Białostockiego Ośrodka Kultury. Przez chwilę zdawało mi się, że to jakiś rodzaj stylizacji. Ale to typowa laudacja + podziękowanie. Samą opowieść otwiera rysunkowy wykład antropologiczny na temat teorii powstawania języka. Prymitywizm komiksowych środków wyrazu jest tu wyjątkowo mocno uzasadniony. Następnie przenosimy się do Białegostoku drugiej połowy XIX wieku. Tutaj mamy krótki rys historyczny. W owym czasie obecna stolica Podlasia w wyniku polityki carskiej Rosji była zdominowany przez Żydów. Nie miało to na celu wyłącznie rozwoju handlu, chodziło też o zmarginalizowanie żywiołu polskiego oraz sabotowanie polskich dążeń niepodległościowych, o czym jednak komiks nie wspomina.


W tym wieloetnicznym oraz - co istotne - wielojęzykowym (z istotną przewagą j. rosyjskiego) środowisku dorasta Ludwik Zamenhof, późniejszy okulista, ale przede wszystkim twórca języka esperanto. Na dalszych stronach komiksu śledzimy losy tej postaci. Wraz z częstą zmianą miejsc pobytu oraz rosnącym doświadczeniem, ten polak żydowskiego pochodzenia, niejednokrotnie weryfikuje swoje poglądy i angażuje się w najróżniejsze ruchy społeczne i intelektualne, które mają odpowiedzieć na jego główną idée fixe: jak sprawić, aby ludzie wszystkich krajów pojednali się ponad granicami państw. Zamenhof dochodzi do wniosku, że główną przeszkodą stojąca na drodze do zbudowania raju na ziemi jest język.


Esperanto miało być pozytywną odpowiedzą na światowy kryzys. To język uniwersalny i prosty, który w założeniu nie miał zastępować języków narodowych, tylko jako narzędzie pomocnicze, służyć do skomunikowania ze sobą wszystkich ludzi. Ostatecznie stał się ciekawostką dla lingwistów oraz przedmiotem zainteresowania dla ograniczonej liczby osób zrzeszonych w klubach na całym świecie. Piękny sen się nie ziścił, ale sama idea co jakiś czas odżywa w przedziwnych mutacjach aktualnych ruchów społecznych (fiksacje lewicy: mowa inkluzywna, niebinarna etc.). Tym co połączyło ludzi, nie okazał się jakiś konkretny język, tylko Internet i mgła informacyjna kanalizowana przez globalne korporacje.


To z całą pewnością interesujące, że Jacek Świdziński przybliża nam postać, o której każdy coś tam może słyszał, ale tak naprawdę bez pikantnych szczegółów. Zamenhof wpisuje się w poczet idealistów znamienny dla czasów gwałtownego rozwoju nowoczesnych nacjonalizmów – także różnych odmian nacjonalizmu żydowskiego - i diametralnych zmian układu sił na świecie. Na takim podglebiu, jak grzyby po deszczy, wyrastają jednostki mające na tyle odwagi, dobrej woli oraz naiwności, aby głośno marzyć o powszechnej równości i solidarności wszystkich homo sapiens. Niestety podobne idee były nierzadko podchwytywane przez wielkie totalitaryzmy XX wieku. Internacjonalistyczny imperializm jest mrocznym rewersem pomysłów sielankowych.


„He who controls the language rules the world” - to maksyma, którą można by przypisać wielkim dobroczyńcom ludzkości, jednak na ogół kojarzona jest z jej największymi oprawcami. Lingwistyka była pasją Stalina – jak trzeźwo zauważa narrator w komiksie Świdzińskiego. Goebbels cynicznie posługiwał się słowem manipulując masami. XX wieczni lewicujący myśliciele w rodzaju Foucault sporo zużyli atramentu dla opisu relacji władzy i języka. Pierre Drieu la Rochelle, francuski intelektualista, na długo przed II Wojną Światową - podobnie jak Zamenhof - marzył o wielkiej ludzkiej wspólnocie bez granic. Jego idea Stanów Zjednoczonych Europy to protoplasta dzisiejszej Unii Europejskiej. Notorycznie zmieniał swą partyjną przynależność - od lewa do prawa, od monarchistów do socjalistów. Ostatecznie postawił na hitleryzm niemiecki i kolaborację. Ludzie o dobrych intencjach potrafią nieraz fatalnie się pomylić, pół biedy jeśli tylko ze szkodą dla siebie.


O twórczości Jacka Świdzińskiego nie wypada mówić źle. To jeden z najbardziej uznanych komiksiarzy na polskim rynku. Jest on niemal zagłaskany przez naszą krytykę. Jednak obcując z historiami autora Brzasku, warto zdawać sobie sprawę z obecnej w nich lewicowej optyki. Z „Ideo” mam podobny problem jak z poprzednim jego komiksem pt. „Festiwal”. Laureat paszportu Polityki nie ukrywa swego sentymentu a nawet życzliwości dla haseł rewolucyjnych i komunistycznych. W swojej postawie przypomina mi trochę postać Nanni Morettiego. W jego ostatnim filmie pt. „Lepsze jutro” główny bohater - alter ego autora - intencjonalnie stara się nie dostrzegać zła komunizmu, ocalając jego - rzekomo czystą - ideę. Tylko czy taki zabieg jest możliwy w realnym życiu?


Nie zabrakło u Świdzińskiego obowiązkowego wątku polskiego antysemityzmu. Bez niego w intelektualnym mainstreamie ani rusz. Oczywiście ani słowa - czy rysunku - o żydowskim antypolonizmie. Nie bez znaczenia jest fakt, że podstawą literacką dla „Ideo” stanowiły książki Waltera Żelaznego, który przez 15 lat był agentem bezpieki i donosił na kolegów. Zawsze warto poddać krytycznej analizie tych, którzy piszą naszą historię, gdyż ich motywacje i pobudki często budzą uzasadnione wątpliwości. Temat stosunków Polsko-żydowskich jest dużo bardziej złożony niż nam się to na ogół przedstawia. Piotr Nowak w swojej książce „Jak Żydzi chcieli Polakom ukraść księżyc” opisuje m.in. wrogość Żydów wobec swych zasymilowanych pobratymców, takich jak Zamenhof. Esperant miało służyć także im, jednak naród wybrany brał pod uwagę wyłącznie alternatywę: Jidysz - Hebrajski. Białostoczanin nie mógł więc liczyć w tym środowisku na najmniejsze ślady powodzenia. Komiks wątek ten ledwie sygnalizuje. To grząski grunt.


Jeszcze parę słów o estetyce. Świdziński prezentuje nam w „Ideo” styl, do którego zdążył już nas wszystkich przyzwyczaić. Jeśli da się tu dostrzec jakieś ślady progresji, to wyłącznie na drodze do jeszcze większej minimalizacji przekazu. Celność skrótu artysty jest trudna do podrobienie. Doszedł on do kresu obranej przez siebie formuły komiksu. Przyznam jednak, że bardziej podobały mi się grafiki autora „A niech cię, Tesla!” na szpaltach Przekroju, gdzie na dużym rysunku potrafił on zawrzeć mnogość różnorodnych szczegółów. Sprawiało to wrażenie zagadkowej gęstości, do której czytelnik może znaleźć swój własny klucz. Niemniej także w „Ideo” wyróżnia się to, co jest największą zaletą telnetu tego twórcy – ironia zwięzłej riposty. I to właśnie dystans, poczucie humoru, sprawiają że ten niewielkich rozmiarów komiks połyka się z niekłamaną przyjemnością. 

 

Autor: Jakub Gryzowski