niedziela, 2 maja 2010

Lili Refrain - 9 (2010)

Dawno nie pisałem i teraz też wiele nie napiszę. Przykro mi że tak zaniedbuję bloga ale i czasu i godnego materiału brak . Jest ciepło więc piwko się na co dzień leje - a to bardzo mnie rozleniwia. Oprócz tego dużo czasu się nerdze i szpilam w karcianki: Cytadele , Dominiona , San Juan - więc jestem dużo rzadziej aktywny przy kompie. Jak by ktoś miał ochotę na partie online w Dominiona to niech daje znac na blogu , lascie czy gronie. No ale ja miałem o muzyce ...




Lili Refrain to ostatnie odkrycie Davida Tibeta . Płytkę wypuścił jego label Durtro już jakiś czas temu , w necie trudno to znaleśc więc wielu czytelników, bardziej nastawionych na NF i okolice na pewno ucieszy sie z tej wrzuty. Niestety , od razu mówię że to strasznie progowa rzecz a potencjał który jest wyeksponowany na myspace ginie w zalewie gitarkowego tiuttututu( np infantylne parafrazy ojca chrzesnego tfuu - kto wpadł na tak gupi pomysł?). Mimo to dośc często słuchałem tej płyty w ostatnim miesiącu , więc zła nie jest na pewno. Sprawdźcie , bo dam se łeb ujebac że wielu osobą , bardziej przychylnym rockowemu graniu spodoba się bardziej niż mi.

3 komentarze:

Maciej pisze...

Oho, troszkę w stylu Espers!

Maciej pisze...

Kurwa, ale te gitary są totalnie zjebane.

To już wolę Espers.

stig helmer pisze...

No mówiłem...