sobota, 13 marca 2010

Jodorowsky vol II : Szalona z Sacre Coeur i Biały Lama

Szalona z Sacre Coeur

Opowieśc o wykładowcy filozofii na Sorbonie który wplątuje się w romans ze studentką... zapowiada się kompletnie nie Alejandrowy temat - wiem. Ale to zdecydowanie najbardziej osobista praca Jodorowskyego z jaką się do tej pory spotkałem.

Sam J. powiada że to wszystko wydarzyło się naprawdę.Wierzyc mu oczywiście nie można, ale komiks i tak robi niesamowite wrażenie. Z początku dość kameralna opowieść o życiowych i filozoficznych problemach podstarzałego wykładowcy, ostatecznie okazuje się bardzo zaskakująca, zabawna i urasta do międzynarodowej intrygi z iluminacją w tle. To komiks który prawdopodobnie przekonał by do Jodorowskyego niejednego zajadłego wroga jego twórczości. Mimo dośc dużego nawału "filozoficznego bełkotu", nie posiada przytłaczającego ciężaru innych pozycji naszego ulubieńca. Jak zekranizują kiedyś tą historie to pewnikiem wyjdzie coś ala filmy Allena połączone z Rodrigezem. Jest nawet rola dla Maczete:). Trochę mi ten komiks dał do myślenia, nie mam tu na myśli refleksji co do jego treści. Nie. Raczej myślałem o tym że moje ulubione rzeczy Jodorowskyego to te w których troszkę bardziej trzyma się ziemi... Śmiało postawił bym go gdzieś w okolicach mojego największego favu - Juan Solo - który nawet tematyką jest w kilku momentach podobny.

Rysunki Moebiusa - jak zwykle masterstwo, z charakterystycznymi dla niego zmianami stylów(wydanie zbiera 3 albumy - 2 pierwsze podobnie narysowane , trzeci już z widoczną zmianą kreski).Komiks jest czarnobiały więc żaden gnojek - jak w przypadku Incala - tego komputerem nie mógł popsuć. Największym minusem jest nieproporcjonalna do ceny jakośc polskiego wydania - pomniejszony format, podatność na odkształcania, nieraz słabo nasycona czerń, syf , chujnia, mrok...ale zapewniam że i tak warto kupić. To komiks tak dobry że po lekturze dojebało mi do tego stopnia że zamówiłem z miejsca "białego lame", którego ze względu na horrendalną cenę miałem wcale nie kupować.

Polecam.

Biały Lama

Bardzo mieszane uczucia. Zbiorcze wydanie 6 tomów, napisanych między 1988 a 1993 rokiem, rzekomy klasyk europejskiego komiksu. Zaczyna się jak bardzo dobry europejski komiks przygodowy z elementami fantasy zaczerpniętymi z mitologi buddyjskiej. Aż trochę byłem zadziwiony takim stanem rzeczy, jakoś to mało Jodorowskie było. Mało szalone i zbyt gatunkowe. Ale było naprawdę dobre... J. nie oszczędził jak zwykle "religii" czy raczej struktur władzy(" I donít like religion-religion is killing the planet. (...) I believe in mysticism."). Pokazał zakłamanie i korupcje w klasztorach, fałszywych proroków i zgniliznę duszy kapłanów. Potem nastąpiły jakieś podróże astralne i akcję przygniótł nawał filozofii ale dalej było dobrze, czułem że Alejandro znowu opowiada mi tą samą historie co zawsze (droga do oświecenia przez traumę itd). Niestety, bardzo zawiódł mnie koniec tego komiksu... Alejandro ubódł moją inteligencje i uduchowienie serwując filozoficzną brednie pokroju Anthonyego de Mello. Nie chodzi już o sam jej wydźwięk, tylko o to że czytałem te 300 stron tylko po to żeby takie coś mi dojebał(zresztą owy motyw pojawiał się już w tym komiksie wcześniej). Możliwe że to komiks nie dla mnie. Może celem Jodorowskyego był mainstreamowy, nastoletni czytelnik. Niemniej mam mu to zdecydowanie za złe. Poczułem się jak w tej słynnej piosence Rollinsa "Liar" ("And I'll tell you things that you already know so you can say:I really identify with you, so much.")... Krótko mówiąc nie doznałem katharsis. Za to odparłem "Mistrzowi" jak słynny facet z TV Shopu: "panie daj pan spokój".


Co do rysunków: nie będę ukrywał że od czasu Juana Solo uwielbiam Bessa. Mimo kilku słabszych plansz i monotonnej kolorystyki - która skądinąd pasuje do geograficznego umiejscowienia wydarzeń - to pod kątem grafiki jestem z tego albumu więcej niż zadowolony. Co prawda mało tu cycków i przemocy ale jakoś przeżyje... Jednak patrząc na cenę to zdecydowanie nie polecam tego zakupu. No chyba że ktoś jest kolekcjonerem... tyle że wtedy to już go pewnie ma.


4 komentarze:

Anonimowy pisze...

''Opowieśc o wykładowcy filozofii na Sorbonie który wplątuje się w romans ze studentką''
Momenty były?

stig helmer pisze...

nawet sodomia...

Anonimowy pisze...

"droga do oświecenia przez traumę"

masz moze to przestestowane w praktyce? albo zasz przypadki ktore w jakis sposob oczyscily sie poprzez traume? napisz cos wiecej o tym jesli mozesz

pozdro, jazgot

stig helmer pisze...

Wczoraj piłem , dziś jest kac, trauma i straszna męka..na dodatek mnie czyści.