wtorek, 28 września 2010

Grinderman 2 (2010)


Nie będę powtarzał komunałów o Tin Machine, bo mimo że to trafne porównanie, to serwowane tak często, że staje się już nudne... Od ostatniego Grindermana minęło trochę czasu. Cave zdążył w tym czasie nagrać: żenujący album z Bad Seeds (a raczej czymś, co próbuje się podawać za Bad Seeds), znakomite soundtracki, napisał niezłą (jak na kogoś, kto nie jest "zawodowym" pisarzem) książkę, nagrał audiobooka i udzielał się jako model toreb na kartofle z logo Current 93 --> klik. To było jasne, że po tych traumatycznych wydarzeniach (torby c93!) Szlifierz wróci odmieniony...

Niemniej czekałem na tę płytę, tzn zdziwiłem się informacją, że w ogóle "2" powstanie, ale czekałem... Od razu mówię, że G2 bardzo różni się od G1 - ale jeśliście w temacie, to już się tego domyślacie, bo na bank widzieliście klip promocyjny - muzyka jest przede wszystkim gęstsza (rzekł bym nawet, że jest przeprodukowana) i bardziej przestrzenna. Nawet wibrujące ściany dźwięku - jak dla mnie znak rozpoznawczy Grindermana - są inne, jakieś takie bardziej hardrokowe (przesterowany hipisoski jazgot). Muzyka jest bardziej progresywna i eksperymentalna* (tak jakby się słodziakom na dojrzewanie zebrało ) a nie tak intuicyjna i wulgarnie punkowo-bluesowo-dronująca jak na 1. Swoją drogą G1 miejscami był tak wyuzdany i prymitywny, że pewnikiem przy czymś podobnym mityczny Kronos dzieci płodził. Notabene Cave zaczyna przypominać Kronosa wg Goyi (klik).... Teksty na G2 są naprawdę dobre - melancholijne, zabawne, trafne (who needs a record player ? You are my record player - piękne) - czego nie można było powiedzieć o ostatnich BSach (mi się podobał tylko Moonland i ten, ten noo... co o Berrymanie i Bukowskim wspomina).

Jeśli mam być szczery, to mimo tego, że mój apetyt nie został zaspokojony, muszę stwierdzić, że Grinderman 2 jest jednak udaną płytą. Na pewno nie dorównuje 1, ale jest o niebo lepszy od ostatnich słabych BSów. Warto spędzić z nim trochę czasu, ale na bank do rocznych topów nie wejdzie... przynajmniej nie do moich, a pierwszy szlifierz był moim numero uno 2007 roku

próbka
(świetne wykonanie 2giego tracku live - ostrzegam że daje większego kopa niż na płycie)


* W sensie że "rock eksperymentalny" ju noł...


4 komentarze:

Revenga pisze...

Skoro Cave to i ja głos zabiorę. G1 słuchałam z 10 razy i nie potrafię sobie dźwięku przypomnieć. Podobnie rzecz się ma z G2. Jako, że Kejwa w chwilach większych fascynacji wręcz ubóstwiam na G2 doczekać się nie mogłam. Odpaliłam pierwszy raz: z zachwytu pozbierać się nie dawałam rady. Jednak z każdym kolejnym przesłuchaniem emocje opadały, rozsądek wracał i na niekorzyść płyty podpowiadać zaczął. Ostatnimi czasy odnotowuję niebezpieczną tendencję 'hadrockowania' Nicka. Zastrzyk sceptycyzmu pierwszy singiel z klipem mi zapodał. Nie będę powielać twoich słów odnośnie tego albumu, ale stwierdzę tylko, że nie wiem czy kupuję Kejwa w nowych konwencjach. Może próbuje się za wszelką cenę od zarzutów o brak dystansu do siebie odciąć? Jego obecne piosenki juz nie pieszczą mnie tak miło, a głos do ekstazy nie doprowadza. Brakuje mi tych wisielczo-nihilistycznych klimatów z pierwszych BSów.

A co do "Dig, Lazarus Dig!!!" to lubię czasem puścić. Kawałek Moonland jest niesamowity. Pare rzeczy się jeszcze z tego wyskrobie. Ale to już nie ta klasa. Wszak w samochodzie daje radę! Czy do niedzielnego potupania nóżką.

Nawet nie widziałam tych zdjęć z torbowej sesji. O nie...! Teraz przeczytam jeszcze raz Bunny'ego, aby wiary w geniusz Australijczyka nie utracić !

stig helmer pisze...

G1 to najlepszy piosenkowy album Cave od 2001 roku. Poświęc mu trochę więcej czasu, acz dziwne... bo tam przecie same prymitywne rockowe "przeboje" są.

A co do obecnej działalności... może to byc kryzys wieku średniego , ale i tak wszystko kontruje tymi sou0ndtrackami - no znakomite są i ja tam teraz szukam Cave, nie w piosenkach.\
Ano, i jak dla mnie Grindermany są jednak światełkiem w tunelu. To dobre(g1 wręcz wybitny) płyty.

Swoją drogą. Miło cię widzieć:) Gdzie zapodziałaś swojego Bloga?

Pozdrawiam...

Revenga pisze...

Może przez to na jakimś podświadomym poziomie wyrzucam z pamięci Grindermany? Jednak nie tej rockowej prymitywności szukam z tekstami o "no pussy blues" (to jedyne mi się kojarzy z tą płytą). Ale powróce, trzeba będzie, bo aż wstyd.
Chociaż co znowu miałby komponować? W wieku 50lat powtarzać to co mówił za młodu? Poczekamy, za 10 lat może go najdzie ja jakieś sentymentalne bzdety, a później wróci do... no właśnie, do czego? Marzy mi się coś neofolkowego w jego wykonaniu. Ubóstwiam ten kawałek gdzie wokalnie się u C93 na Pretty Horses udzielił.
O tak! Soundtracki to jest coś!

A skasowałam go, bo nie chciało mi się prowadzić. Nie wiem w sumie co na temat muzyki pisać, wolę się o filmach wypowiadać co wciąż kontynuuję na filmwebie (czasem) :)

Pozdrawiam jeszcze bardziej :)

Aa! I ten nowy album Blixy - Mimikry. Oderwać się nie mogę ;)

stig helmer pisze...

"Aa! I ten nowy album Blixy - Mimikry. Oderwać się nie mogę ;)"


Mi tam sie srednio podoba, miałęm o nim napisac, ale juz o Ep wspominałem i mimo że album ciekawszy to nie dużo ciekawszy.