środa, 4 sierpnia 2010

Incognegro - Mat Johnson i Warren Pleece





"Urodziłeś się już czarny i na zawsze pozostaniesz
Choćbyś cały się wybielił, to nikogo nie okłamiesz..."

...śpiewały Baranki Boże o MDŻeju. Incognegro jest dokładnie o tym samym.

Pomysł jest gupi. Opiera się na założeniu, że biały - czarny tzn. Mulat, tfu... wróć! Autor we wstępie wyjaśnia to tak: sam od urodzenia miał skórę dość białą jak na mudźina ( wiadomo, niewolnictwo, gwałty, itd. ... zdarza się), dojrzewał w czasach, gdy afroamerykańskie ruchy wolnościowe bardzo silnie dochodziły do głosu. Z powodu koloru swojej skóry bardzo źle mu się żyło w "kulcie czarnucha". Snuł wtedy z kuzynem - notabene, pół asfaltem, pół żydem - fantazje o tym, że są zamaskowanymi szpiegami, bojownikami w wojnie rasowej - są Incognegro!... No tak, jak wspomniałem, pomysł gupi... Nabiera sensu, gdy zestawimy go z komiksową konwencją i mitologią superbohaterskiej pulpy, gdzie niemal wszyscy herosi są właśnie bojownikami w przebraniu...

Rzecz dzieje się w początkach XX wieku. Nasz bohater pisuje do nowojorskiej czarnej gazety artykuły o bestialskich linczach, na które może wkradać się dzięki swojej niespotykanie białej (jak na czarnucha) skórze.

Poznajemy go w chwili, gdy ledwie uszedł z życiem z jednej z takich imprez i postanawia z tym skończyć. Niestety okazuje się, że nie tak łatwo zrzucić kostium... Los zmusza go, by wyruszył do Tupelo i przyjrzał się sprawie zabójstwa dokonanego przez czarnego na białej kobiecie.

Z pozoru Incognegro wpisuje się idealnie w niemiłą tendencje wtórności komiksu wobec innych tworów kultury. Już sama tematyka przywodzi na myśl In the Heat of the Night, Black Day in Black Rock i wiele innych antyrasistowskich przypowieści o południu Stanów, z tą różnicą, że wątek antyrasistowski jest tu tylko pretekstem do opowiedzenia kryminalnej historii, a nie na odwrót. Co prawda można mu zarzucić, że podtrzymuje stereotypy, ale nie jest to zbyt nachalne, przez co komiks nie denerwuje i nic nie udaje. Brutalność, dynamika, zwroty akcji i świetne dialogi czynią z niego naprawdę zajmującą lekturę. To po prostu dobrze napisany, idealnie wpisujący się we wzorce gatunkowe kryminał.

Niestety, po warstwie graficznej nie możecie się spodziewać zbyt wiele - wręcz ocieka kreskówkowością, a do tego rysownik często robi błędy w proporcjach ludzkiego ciała. Co ciekawe, plany totalne, które mają dodawać tej opowieści dramaturgii, narysowane są znakomicie i idealnie spełniają swoją funkcję. Z tego, co widzę w googlach, Warren Pleece to raczej utalentowany rysownik, szkoda, że rysował Incognegro na odpierdol.

Zabawę psuje też koszmarne tłumaczenie... Tłumacz (Krzysztof Uliszewski) zdaje się być jedyną osobą, którą zasłużyła na lincz. Jego brak pomysłowości i polotu w rzemiośle wprawia mnie w zażenowanie. Wystarczyłaby odrobina słowotwórstwa, albo zabawa z gramatyką, a podkreślenie południowego akcentu białych wypadłoby znacznie lepiej. Mam nadzieję, że to ostatni komiks w jego tłumaczeniu jaki czytam, bo ten koleś się po prostu do tego nie nadaje. Mimo to polecam zakup polskiego wydania, bo na allegro można je nabyć za nieduże pieniądze. To naprawdę świetny komiks na wakacyjną odmułę po tych wszelkich artystyczno/biograficznych cegłach.

12 komentarzy:

Lord Auch pisze...

Temat niemal identyczny co u Viana "Napluję na wasze groby". Polecam

stig helmer pisze...

Mam w kolejce Blues Dla Czarnego Kota :) ale pewnie zanim się wezmę to ty będziesz miał wąsy, dzieci i żonę...

stig helmer pisze...

Tera na kyblu czytam Raport Brodiego Borgesa. I w ogóle to książki ostatnio czytam tylko na kyblu i w wannie ;|. Pewnie dlatego że z komiksami się boje do wanny wchodzić:D.

Anonimowy pisze...

hehe, do takich komiksów trza dorosnąć. Jak czytam te twoje żałosne "wtórny", "stereotyp" i inne kliszowe słóweczka-wytrychy, których z lubością używają pseudo-recenzenci, to chce mi się rzygać. Lelo nie jarzy komiksu, albo gdzieś coś zauważył w tym temacie, no to jebie "wtórny". Żal... To tyle w kwestii tematyki. Rysunki - narysuj lepsze, miszczu. Nieczęsto widać tak ciekawe operowanie tylko czernią. Tłumaczenie - no, następny spec ;) polecam lekturę recki na Alei, tam przynajmniej gość wie, co to znaczy tłumaczyć taką leksykę. Ja mam nadzieję, że wszystkie amerykańskie komiksy będzie tłumaczył Uliszewski. Jego Wieczna Wojna to mistrzostwo, a wiersz z któregoś tomu Baśni robiliśmy na analizie porównawczej na lingwistyce (dzięki mnie, of kors). Wg tych, co w przekładach siedzą, tekst WYMIATA.

stig helmer pisze...

"Rysunki - narysuj lepsze, miszczu. "

Tak. "Nie podoba się to zrób lepsze" to ulubiona retoryka karłów intelektualnych. Jeszcze dodaj "przetłumacz se lepiej". Nie wiem jak mam na tego typu zaczepki reagować. Ale to trochę potwierdza to co sądzę o polskim środowisku komiksowym.

Pozdrawiam anonimie.

stig helmer pisze...

ps. ale faktycznie przetłumaczyłbym ten komiks znacznie, znacznie lepiej.

Anonimowy pisze...

riiily? no to go ahead ;> czytałem to w oryginale, idę o zakład, że połowy tekstu byś NIE SKUMAŁ, gdyby nie polski przekład. Ale śmiało, rozbierzemy na zajęciach twoje tłumaczenie i to, co zrobił tłumacz, i porównamy. I nie studenci to będą robić, ale - jak pisałem - spece od translatoryki. I w ogóle rozwalasz mnie tekstem o "zastosowaniu gramatyki" żeby oddać niuanse czarnej gwary. Buuuhehehe ;) A gdzie w POLSKIM masz takie narzędzie, żeby te niuanse oddawać? Gdzie w Polskim gramatyka oddaje regionalizmy? Jakbyś miał choćby mizerne pojęcie o języku i językoznawstwie to byś wiedział, że języki słowiańskie oddają różnice gwarowe tylko na poziomie fonetycznym. I nasz góral, i Kurp, używają tej samej składni i struktury, różni ich tylko gwarowy leksykon i właśnie wymowa. Może zamiast się ośmieszać, wziąłbyś do łapek byle podręcznik, podszkolił się, a potem brał za recki w necie? Fakt, że czyta je 5 osób nie zwalnia od pisania ich z sensem.
Aha - karłem to może być tylko burek, który sam nie umie, ale szczeka na tych, co potrafią. Żałosne, bo oprócz paru komunałów nie napisałeś NIC, co ma cokolwiek wspólnego z recką. Jeszcze raz odsyłam na reckę na Alei (albo Gildii, nie pamiętam). Ten sam komiks, a jednak wiadomo, że i ja, i recenzent, czytaliśmy to samo.
No, to tyle. Jak już będziesz miał to tłumaczenie, daj znać. Pośmiejemy się deko. A może i coś narysujesz w odpowiednich proporcjach? I w KOLORZE! Tylko nic "wtórnego"!

Anonimowy pisze...

PS. a czytałeś PROSTO Z PIEKŁA? Tak? To czemu nie ujadasz? Tam zastosowano dokładnie to samo narzędzie, żeby oddać różnice w mowie bohaterów. I komiks też cz/b, i niezbyt dokładnie rysowane postaci...

stig helmer pisze...

Czytałem - to mój ulubiony komiks. Wyszło jak wyszło ale i tak jest w nim znaczenie lepiej niż u tego Uliszewskiego który jakieś "iiii" wymyśla. Nie wyobrażam sobie żeby ktoś inny niż Campbell narysował FH.

Po za tym nie pisze o From Hell jak byś nie zauważył.

"Z tłumaczeniami jak z kobietami. Piękne nie są wierne , wierne nie są piękne". Nie da się do tłumaczenia stosować jakiś kurwa naukowych technik. A nawet jeśli to wyjdzie z tego taki krap jak Incognegro.

Może nawet rozmawiam z samym panem Uliszewskim. Chcę tutaj, przy okazji powiedzieć że tłumaczenie mainstreamowych komiksów amerykańskich w Polsce było i jest kiepskie. Robią to ludzie nie mający wyczucia a przy okazji pojęcia o pop/kulturze ameryki. Potem wychodzą kwiatki pokroju słynnego "Billyego Holideya" .


Resztę bredni które wypisujesz zbędę milczeniem bo to bełkot pokroju: "A może i coś narysujesz w odpowiednich proporcjach? "
Nie mam ochoty rozmawiać z idiotami.

stig helmer pisze...

"Może nawet rozmawiam z samym panem Uliszewskim. . "

Tak mi zresztą ktoś, kto miał z nim do czynienia zasugerował przed chwilą.


Nie mam ochoty rozmawiać z anomimami. Twoja retoryka i to że się nie podpisujesz świadczy tylko o jednym : jesteś tchórzem. Nie wchodź więcej na tego bloga - nie jest pisany dla takich jak ty.

stig helmer pisze...

Aha i nie uważam żeby moja recenzja była nie wiadomo jaka , pisałem ją na wakacjach, na odmule, przy piwku. Wyraża moje zdanie o tym komiksie. To fajne czytadło - nic ponadto. Rozdmuchiwanie go przez niektórych recenzentów do nie wiadomo jakiego antyrasistowskiego moralitetu - zakrawa na żart podobny do robienia "wielkiego aratystycznego filmu" z fajt klabu(podejrzewam że może tak uważać ta sama grupa odbiorców).


Po za tym napisałem w historii tego bloga wiele lepszych recenzji i kilka gorszych - dziwne że się czepiasz tej w której jest coś o ULISZEWSZKIM.

Nara. Nie pojawiaj się tu więcej tchórzu.

Karol Konwerski pisze...

uwielbiam tego ciulka Uliszeskiego:D
fajnie go pogoniłeś!
pozdrawiam
kk