piątek, 26 czerwca 2020

Mroczna Otchłań. Tom 1. Christophe Bec.




„Mroczna Otchłań” to album zbierający trzy tomy serii znanej na rynku frankofońskim jako „Carthago”. Rzecz w większości opowiada o losach Kim Melville – oceanografki, która zostaje wynajęta przez bajońsko bogatego kolekcjonera. Jej zadaniem jest zdobyć dla niego najrzadszy okaz. Nadane bohaterce przez twórców nazwiska słynnego pisarza, autora „Moby Dicka”, nie jest przypadkowe.  Kim będzie bowiem podążać śladem ogromnego morskiego stworzenia – prehistorycznego rekina, Megalodona, który rzekomo wymarł 5 milionów lat temu. Stanie się on jej obsesją i pchnie na najgłębsze dno oceanu, gdzie czekać będą na nią jeszcze większe dziwy.

 

W notce wydawcy „Mroczna Otchłań” zostaje opisana jako „thriller ekologiczny”. Może to i trafna klasyfikacja, ale po mojemu seria francuzów to nic innego jak nowoczesne podejście do konwencji awanturniczej. Poetyka jest ta sama – z tym że zamiast staromodnych batyskafów bohaterowie poruszają się pod powierzchnią morza przy pomocy wykreowanych w wyobraźni twórców, najnowocześniejszych wynalazków techniki. Znajdą się tu również bohaterowie z niezwykłymi zdolnościami, ale nie będę zdradzał co i jak, żeby nie psuć Wam zabawy z lektury.



Grafika w serii to bardzo nowoczesne podejście do frankofońskiego rzemiosła. Kreska jest realistyczna i pięknie obrazuje podmorskie głębiny, znajdujące się na nich dnie tajemnice oraz niezwykłą florę i faunę. Efekt psują jednak komputerowe kolory, które za cholerę mi się nie podobają i według mnie niszczą pracę bardzo zdolnych rzemieślników.

Za scenariusz tego komiksu odpowiada Christophe Bec. To twórca znany już polskiemu czytelnikowi z kilku pozycji, ale tak się składa, że ja nie miałem jeszcze okazji czytać żadnego z jego dzieł.  Nie do końca po drodze mi ze współczesnymi, generycznymi frankofonami, ale przyznam Wam w tajemnicy - po lekturze „Mrocznej Otchłani” nieco żałuję, że ominęły mnie inne jego prace. Czytając ten komiks, mocno odpocząłem psychicznie po lekturze bardzo ciężkiego „Doom Patrolu” i muszę przyznać, że lekkość tego dzieła jest jedną z jego największych wartości. Jeśli więc chcecie odsapnąć po ciężkim dniu przy czymś odmóżdżającym, to w „Mroczną Otchłań” walcie jak w dym.



Owszem, pewnie zamiast tego komiksu można było wydać jakąś super klasykę frankofońską, ale jeśli mam być szczery, to „Mroczną Otchłań” czyta się znakomicie. Nie jest to arcydzieło i bliżej temu tytułowi do czytadła niż do dzieł wybitnych, ale w czasie lektury bawiłem się na tyle dobrze, że nie dam powiedzieć złego słowa o tym komiksie.