
Coś nie doczytałem i byłem pewien, że ta płyta będzie przemiśkowanym materiałem z Baalstorm, Sing Omega. Byłem bardzo zdziwiony, gdy wrzuciłem ją do playera i nie usłyszałem piosenek. Tibet znowu mnie zaskoczył. Zaczyna mniej więcej tam gdzie przed chwilą skończył i eksploruje morski dron, który wieńczył jego ostatni album.
Haunted Waves, Moving Graves to ambientowa impresja muzyczna, wygrana na szumie fal, wiolonczeli i zapętlonym fortepianie. Z jednej strony wspaniała płyta, z drugiej mogąca zawieść - szczególnie, jeśli ktoś akceptuje tylko folkowo/piosenkowe oblicze Currenta. Mimo to, zalecam odsłuch nawet (a może przede wszystkim) ludziom nie słuchającym na co dzień Tibeta - z naciskiem na miłośników ambientu i awangardy muzyki poważnej. Tym bardziej, że płyta od razu przywodzi na myśl takie dźwiękowe skarby jak Basinski, najlepsze utwory rodzimego Bionulor, prace minimalistów czy szukając bliżej - Coil z Time Machines. Dla mnie to w pewnym sensie ciekawsza rzecz niż ostatni, pełnoprawny album C93. Zalecam aplikować na spokojnie, w skupieniu albo w półśnie - który i tak jest raczej nieuniknionym efektem tej wyprawy.
Haunted Waves, Moving Graves to ambientowa impresja muzyczna, wygrana na szumie fal, wiolonczeli i zapętlonym fortepianie. Z jednej strony wspaniała płyta, z drugiej mogąca zawieść - szczególnie, jeśli ktoś akceptuje tylko folkowo/piosenkowe oblicze Currenta. Mimo to, zalecam odsłuch nawet (a może przede wszystkim) ludziom nie słuchającym na co dzień Tibeta - z naciskiem na miłośników ambientu i awangardy muzyki poważnej. Tym bardziej, że płyta od razu przywodzi na myśl takie dźwiękowe skarby jak Basinski, najlepsze utwory rodzimego Bionulor, prace minimalistów czy szukając bliżej - Coil z Time Machines. Dla mnie to w pewnym sensie ciekawsza rzecz niż ostatni, pełnoprawny album C93. Zalecam aplikować na spokojnie, w skupieniu albo w półśnie - który i tak jest raczej nieuniknionym efektem tej wyprawy.
