piątek, 20 grudnia 2013

Bartnik Ignat i skarb puszczy - Tomasz Samojlik



Mam szczególny stosunek do regionu, w którym dzieje się akcja komiksów Tomasza Samojlika. Bywam tam przynajmniej raz do roku. Żaden ze mnie globtroter, niewiele w życiu widziałem, ale szczerze powiem, że Podlasie to jedno z moich ulubionych miejsc na Ziemi - dobre wędliny, tanie fajki zza wschodniej granicy i piękne krajobrazy. Lasy są tam gęste, tajemnicze i mroczne niczym z obrazów Theodora Kittelsena. Gdybym miał kiedykolwiek porzucić Arkham, to zamieszkałbym właśnie tam.

Z racji tego, że uniwersum serii o ryjówkach osadzone było w umownym, fantastycznym mikrokosmosie animorfów, nie poczułem, że dotyczy tego miejsca, do którego tak kocham wracać (wiem, ślepy ignorant ze mnie). "Bartnika Ignata" - prawdopodobnie dlatego, że opowiada o ludziach i legendach puszczy - odebrałem już bardziej osobiście. Moim zdaniem dopiero tym komiksem Samojlikowi udało się oddać część magicznej atmosfery, jaka tam panuje.

Tym razem autor mocno osadza akcję w kontekście historycznym, bowiem opowieść dzieje się w czasie zaborów. Złowieszczy Generał Sobakiewicz, w podzięce za zasługi wojenne dostaje od Carycy Katarzyny część Puszczy Białowieskiej. By się wzbogacić, postanawia jak najszybciej wyciąć las w pień. Sobakiewicz jest okrutnikiem i despotą, któremu szybko udaje się podporządkować okolicznych mieszkańców i zmusić ich do masowego wyrębu drzew. Jedyną osobą, która może stawić mu czoła, okazuje się żyjący w sercu puszczy poczciwy Bartnik Ignat. 




Warstwa plastyczna albumu utrzymana jest w tym samym stylu co seria o ryjówkach, z tą różnicą, że tym razem Samojlik zrezygnował z animorfów. Bohaterów opowieści rysuje jako mocno cartoonowe karykatury ludzkich postaci. Niby nic się w samej konwencji graficznej nie zmieniło, mam jednak wrażenie, że warsztat rysowniczy Samojlika posunął się nieznacznie do przodu. Postacie są co prawda równie uproszczone, ale jest tu więcej elementów tła, większą rolę gra tu też światłocień. Bardzo przypadł mi do gustu pomysł, by przy wydawaniu "Bartnika..." zrezygnować ze śliskiego papieru, bo złagodziło to intensywność komputerowo nakładanych kolorów.

"Bartnik Ignat i skarb puszczy" to nie tylko komiks dla najmłodszych, to też pełnoprawna powieść graficzna, utrzymana w duchu baśniowego fantasy z dużą ilością interesujących faktów historycznych. Z powodzeniem mogą ją czytać dzieci starsze (od 7 lat wzwyż), ale nie widzę powodu, by ją w jakiś sposób hermetyzować. Tak więc rodzicu - stając przed półką w dziale dziecięcym (bądź komiksowym) pamiętaj, że wybierając "Bartnika Ignata" kupujesz ten album również dla siebie.




Samojlik nie byłby sobą, gdyby nie umieścił tu szeregu nawiązań do popkultury, które sprawią, że poczujesz się bardzo dobrze w jego uniwersum. Nad komiksem wisi duch starego serialu o Robin Hoodzie. Niektóre postacie i sceny wydają się żywcem wyjęte z filmów Monty Pythona, a szwarccharakterowi towarzyszy banda inspirowana awanturnikami, którzy skupiali się w koło filmowego Barona Münchhausena. Zresztą, cała fabuła świadczy o tym, że Samojlik obdarza baśnie Terry'ego Gilliama szczególnym uczuciem, bo oparta jest o schemat, który wielokrotnie pojawiał się w filmach tego reżysera. 

Całe szczęście, że nie oceniam komiksów punktowo, bo szczerze powiedziawszy wahałbym się, czy dać temu albumowi najwyższą ocenę. Z prostej przyczyny - jestem pewien, że Sajmolik się cały czas rozwija i nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Bałbym się najzwyczajniej, że przy następnym komiksie jego autorstwa skończyłaby mi się skala.


3 komentarze:

Horror Horrorowaty pisze...

Spośród trzech komiksów, które moja 5 letnia córka dostała pod choinkę (hilda,jaś i bartnik) to właśnie bartnik wydał jej się najbardziej przerażający i nie chciała czytać go do końca - chyba musi jeszcze podrosnąć do tych 7-8 lat.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

Znakomity zestaw jej podarowałeś. To właśnie najlepsze komiksy dla dzieci tego roku.

A tobie jak się podobało?

Pozdrawiam.

Horror Horrorowaty pisze...

Dla mnie jeśli chodzi o komiks dla dzieci - to chyba Hilda wydaje się najczystsza i najprostsza w przekazie. Mojej córce na przykład podobała się mapa, która znajduje się na 2 i 3 stronie w Hildzie, a potem odnajdywanie elementów z mapy na stronach komiksu. Emocje, które przeżywała czytając ten komiks były bardzo klarowne. Jeśli chodzi o Jasia to ten natomiast wymyka się kategoriom wieku bo widziałem fascynacje na oczach małych dzieci i tych bardzo dorosłych dzieci przy przeglądaniu tego komiksu. Jaś też spełnia się jako samodzielna rozrywka - od wigilii moja córka codziennie, samodzielnie bierze go do ręki i przegląda sobie , nikogo nie prosząc o pomoc w czytaniu - siła Jasia objawia się na wielu poziomach.