poniedziałek, 3 stycznia 2011

2010



Z jednej strony moja lista jest subiektywna, a z drugiej - gdy patrzę na listy niektórych portali, na których znajdują się takie pozycje jak nowy ewidentnie kiepski Antek, czy zaledwie dobry Grinderman 2 ( w jednym miejscu z maksymalną oceną - jakby to nie wiadomo jaka płyta była) , to mam wrażenie że... a chuj z nimi! nieważne! Przede wszystkim życzę Wam zajebistego, pełnego muzycznych znalezisk nowego roku. Przed Wami lista 8 płyt, które ukazały się w 2010 i których moim zdaniem powinniście posłuchać. O niektórych czytaliście już w Arkham - o niektórych nie. Największą siłą tego spisu jest to, że składa się z moich obserwacji tego co się działo w muzyce - a ja, jak wiadomo grasuje raczej na rzadziej uczęszczanych ścieżkach stumilowego lasu .

=1=

Xasthur - Portal of Sorrow



Portal of Sorrow to zdecydowanie moje tegoroczne numero uno, a do tego jedna z najlepszych płyt dekady. To, że ludzie wciąż jeszcze nie rozumieją muzyki Xasthur, to już nie moja wina. Oceny i wypowiedzi recenzentów, które znalazłem w necie, są wręcz skandaliczne - narzekanie na realizację i marudzenie, że ten album jest nudny (chowa twarz w dłoniach), zakrawają na żart.



=2=


Current 93 - Haunted Waves, Moving Graves


Płyta, podobnie jak Omega, promująca sprzedaż wspaniałych toreb na kartofle z logo C93. Spędziłem z nią zdecydowanie więcej czasu niż z jej piosenkową koleżanką (Recenzja klik), stąd to Waves pojawia się w topie.


=3=

Blood Axis - Born Again



Od razu mówię - to nie sympatia do Blood Axis pcha tę płytę tak wysoko w rankingu. Dalej uważam, że Majkel powinien sobie darować te kaskaderki lingwistyczne (brzmi jak Tony Clifton śpiewający po niemiecku), nie mniej słuchałem jej przed chwilą i niebezpiecznie skoczył mi wskaźnik adrenaliny i endorfin. Enjoy the Violence!


=4=

Gil Scott-Heron - I'm New Here



Nie mam nic przeciwko Mudźinom. Sam bym sobie jednego kupił. A jednak fakt, że taka ich ilość wylądowała w moim playerze jest zastanawiający - Gonjasufi, Jolly boys, Heron. Do topu wybrałem Herona - bo czuję do niego chyba największą sympatię (a w ogóle to myślałem, że on już dawno nie żyje). Jego parafrazy Johnsona i Callahana to mistrzostwo świata. Żeby było śmieszniej, to ta płyta ma na pewnej płaszczyźnie dużo wspólnego z Blood Axis... i to nie tylko w kategoriach powrotu po latach.


=5=

We Are Only Riders - Jeffrey Lee Sessions Projects Pierce



Zajrzyjcie do próbek - na tej płycie znajduje się moja piosenka roku. We Are Only Riders to fenomenalny konceptskładak i zdecydowanie coś więcej niż tribute. Jeśli chodzi o wartość, to coś podobnego do obecnego w ubiegłorocznym topie This Immortal Coil. W składzie między innymi Lanegan, Edwards, Cave... Fanem Gun Club co prawda jeszcze nie zostałem, ale wszystko przede mną .

=6=

Draugadróttinn - Where the Sea Gives Up Its Dead




Śliczny, całuśny postrock udający black metal. Draugadróttinn jest bardzo mało znane, dlatego postanowiłem zasygnalizować istnienie tej płyty i wrzucić ją do topu zamiast Agallocha. Niewiele więcej mogę zrobić, żeby ocalić tę płytę od zapomnienia. A wygląda na to, że taki los ją czeka.




=7=

Bill Callahan - Rough Travel For A Rare Thing



Znakomity, bardzo, bardzo kameralny koncert. Zastanawiałem się przez chwilę, czy go tu umieszczać, bo był zarejestrowany w 2007, a wydany w 2010. Ale skoro ludzie czasem w rankingach podają jakieś wykopki Milesa Dejwisa, to ja mogę Callahana. Wydany tylko na winylu, ale mp3 latajo po sieci. Warto poszukać.


=8=

Tor Lundvall - Ghost Years



Podobne wątpliwości miałem co do tej retrospektywy Lundvalla - zbiór utworów ze składanek, singli itd - ale to tak spójna rzecz, że bez problemu może funkcjonować jako album. Do tego to bardzo ciekawe spojrzenie na jego muzykę, bo skupiające się głównie na piosence. Twórczość Lundvalla zawsze była ciepła i uduchowiona, ale tu zawiesista mgiełka zamienia się ostatecznie w substancję stałą. Po płytę powinni sięgnąć szczególnie słuchacze nienaumiani słuchania, dla których muzyka Lundvalla była zbyt ambientowa, zbyt eteryczna. Podana w ten sposób staje się bardzo przystępna, co czyni z niej niesamowity materiał na muzyczny prezent dla osoby w każdym wieku.

5 komentarzy:

Krzysztof Wojciechowski pisze...

Selekcja była ostra i lista została nieźle okrojona - ostatnie dwie płyty dołożyłem w ostatniej chwili, bo uznałem że są tak znakomite, że powinny się znaleźć na liście zamiast regularnych albumów.

Topu komiksów nie będzie - ten rok był dla mnie rokiem wznowień i uzupełniania. Dodatkowo od listopada nie mam niemal żadnych dochodów ( tak, tak -szukam pracy).

Topu filmów 2010 też nie będzie - dlatego, że nie przypominam sobie nic tak naprawdę godnego uwagi(oglądam głównie starsze kino) ... filmweb mówi że najwyżej ocenione prze zemnie filmy 2010 roku to: "Batman w cieniu Czerwonego Kaptura"* 9/10 i "Shutter Island" 8/10.

*o tym może za jakiś czas napiszę

Krzysztof Wojciechowski pisze...

Aha. Topu książek też nie będzie... Gdyby nie uprzejmość wydawców to i tego co przeczytałem bym nie przeczytał.

Nawet Krajewski ostatni dopiero teraz do mnie leci (prezent świąteczny from helmer to helmer) ...

Maciej pisze...

Dobry top.
No, i wszystkiego naj w Nowym Roku!

stig helmer pisze...

Właśnie o tobie z moja prywatna korektorką mówiłem :). Laleczki powinny być następnym wpisem.

Najlepszego!

kornwalia pisze...

Nr 1,3 jak najbardziej. Ale szczególne dzięki za nr 4 i 7.