sobota, 23 października 2010

Headdress – Turquoise (2008)


Zagrany na akustycznym instrumentarium spójny zbiór eterycznych, awangardowych piosenek i krótkich suit. Mimo, że są tu elementy różnych stylistyk, to nie brzmi to jak "mieszanka" i w żadnym wypadku nie daje się gdziekolwiek zakwalifikować. Jasne, możemy powiedzieć że to alt-country, albo zastanowić się, czy nie pobrzmiewa tu John Fahey, a w konsekwencji Earth, ale to i tak nic nie opisze i nie zbliży nas w żaden sposób do meritum... Realizacja dźwięku, a raczej jej celowy brak, wytwarza nostalgiczną, zadymioną atmosferę - to mroczna płyta, ale nie w taki sposób, w jak sobie zazwyczaj słowo "mroczna" z muzyką kojarzycie. Nie wiem czy znacie to uczucie, ale dla mnie ta muzyka zdaje się mieć swój zapach... pachnie jak koniak, kadzidła opiumowe i ciemna gorzka czekolada.

Powąchajcie...

próbka 1

próbka 2

Download
(on id Reverberations blog)

Kup
Raczej wyprzedane
(250 egzemplarzy chyba tylko było)

4 komentarze:

stig helmer pisze...

Tag neofolk oczywiście z braku laku - żeby zainteresowani nie przegapili/znaleźli/...

Tak se myślę, może faktycznie Fahey to dobry trop, może najwięcej na rzeczy jest tu z amerykańskim prymitywizmem.

Warto przy okazji tej płyty wspomnieć takiego genialnego* a niemal nieznanego pana jak Burchette Wilburn || --> http://www.youtube.com/watch?v=ECov3VX2YTU || bo się porządnego wpisu na Arkham jeszcze nie doczekał... no i szukając bardziej współcześnie - Six Organs of Admittance.



*[prawda Zachary? Ty też go chyba dużo słuchałeś]

Lord Auch pisze...

Chciałem od tego pana zacząć moją działalność blogową. Całą dyskografię dałem rade zebrać...

Komputer działa, wracam do scrobblowania!

stig helmer pisze...

To wrzuć gdzieś.

stig helmer pisze...

No i bloguj ku chwale ojczyzny.