wtorek, 24 marca 2015

Scream Queens: Barbara Steele

Kinomisja prowadzona przez Marcina Zembrzuskiego niedawno przekształciła się w wieloosobowego webzina. Ja też wchodzę na pokład. Właśnie wystartował tam mój autorski cykl: "Scream Queens. Kobiety horroru i kina eksploatacji". Pewnie będą się tu pojawiać przedruki tych tekstów ale zapraszam również do bezpośredniego  obserwowania strony: klik





 (Maska Szatana)

Barbara Steele to moja ulubiona aktorka kina grozy. Najważniejsza scream queen w historii X Muzy, jednak dziś, ze względu na powszechną dominację amerykańskiej kultury, artystka zapomniana i niezauważana przez masowych widzów. Powiedziałbym, że niedostrzegana przez polską publiczność, ale mam wrażenie, że to ogólna sytuacja, bo przeglądając zachodnie rankingi "królowych krzyku" trudno znaleźć tam jakiekolwiek europejskie aktorki. Szukając genezy określenia „scream queen” zazwyczaj wskazuje się na Janet Leigh, gwiazdę hitchcockowskiej Psychozy (1960) oraz matkę innej królowej – Jamie Lee Curtis. Owszem, Leigh to aktorka ikoniczna dla światowego horroru, lecz to Barbara ma na koncie niespotykaną wcześniej pierwszoplanową postać monstrum o nie lada seksapilu.

Jak większość dziewczyn z horroru, Baśka miała fajny biust, ale nie to było jej największą zaletą. Z armii anglosaskich aktorek chcących zarabiać na pracy we włoskim przemyśle filmowym wyłowił ją Mario Bava, ojciec włoskiego kina grozy. Angaż w jego Masce szatana (1960) otrzymała ze względu na swoją twarz, która łączyła w sobie niewinność z demonicznością. Jej niebanalny wygląd - ogromne oczy, grube rzęsy, mocno wystające kości policzkowe, długie kruczoczarne włosy i śnieżnobiała skóra - sprawiały, że nie można było oderwać od niej wzroku.

 (Brytyjskie wydanie Maski Szatana)

Barbara ma iście gotycką urodę. Jest zmysłową, atrakcyjną kobietą, ale brak w niej tego ordynarnego epatowania seksualnością, które podczas ewolucji gotyckiego stylu stało się jego główną cechą. Nie przeczę, że to, co ukazywały włoskie horrory lat 60. było jak na swoje czasy odważne, niemniej dziś zewnętrzność Barbary przywodzi na myśl tajemniczą, kruchą dziewczynę z wrzosowisk, która skrywa jakąś prawdziwie złowrogą tajemnicę. To Piękna i Bestia (tak jest, ta Piękna i ta Bestia ze słynnej francuskiej baśni ludowej) w jednym.

Po powyższe porównanie sięgnąłem nie bez powodu, bowiem Maska Szatana inspirowana była między innymi Piękną i Bestią (1946) Jeana Cocteau. Obraz francuskiego surrealisty jest niezwykle istotny dla całego kina fantastycznego - od horroru, przez fantasy, po s-f . Stanowi punkt, od którego możemy jak po wektorze poruszać się w linii prostej, napotykając na drodze zarówno arcydzieła kina gotyckiego, jak i Egzorcystę (1973), Obcego - ósmego pasażera Nostromo (1979) czy choćby Under the Skin (2013). Film Bavy jawi się na tej linii jako bardzo ważny przystanek, ponieważ - mimo oczywistego dualizmu bohaterów popularnego francuskiego podania - to właśnie w księżniczce Vajdzie granej przez Steele tak wyraźnie zawarte są obie strony medalu: kobiece piękno i potwór tkwiący w każdym człowieku. Czyni to z Maski szatana obraz stojący niejako w rozkroku między starą szkołą kina gotyckiego a nowym obliczem horroru, zwiastowanym przez Psychozę.


Po Masce Szatana kariera Brytyjki szybko nabrała rozpędu i aktorka niemal z automatu stała się twarzą najpierw włoskiego, a chwilę potem – za sprawą roli w Studni i Wahadle (1961) Rogera Cormana - światowego horroru. W momencie, gdy dostrzegł ją Federico Fellini i obsadził w głośnym Osiem i pół (1963) ponoć całkiem poprzewracało jej się w dupie i zamarzyła się jej kariera „porządnej aktorki”, występującej w poważnych i artystycznych filmach. Nie wiedziała jednak, że na słynnym Włochu zrobiła wrażenie jako aktorka kina grozy, bo Fellini, entuzjasta komiksu i filmowej pulpy, uważnie śledził twórczość mistrza horroru.

W pewnym momencie, w akcie desperacji, przefarbowała się nawet na blond, ale niewiele to pomogło. Kino grozy było jej pisane. Może była to nawet jakaś klątwa, bo w końcu wyszła za faceta o nazwisku Poe. Szukając alternatywy grywała większe i mniejsze role, w lepszych i gorszych filmach, ale nigdy już nie udało jej się zerwać ze swoją horrorową przeszłością. Jakby zdając sobie z tego sprawę okazjonalnie wracała do filmowych "opowieści z dreszczykiem" i właśnie wtedy ponownie władała ekranem, jak choćby w The Long Hair of Death (1964) Antonio Margheritiego i Aniele dla szatana (1966) Camillo Mastrocinque. Oba tytuły to oczywiście produkcje włoskie, ale jeszcze wymowniejsze jest to, że w obu z nich różnymi sposobami przetwarzała swoją rolę z przeboju Bavy.

Przeglądając jej filmografię nie do końca jestem w stanie wywnioskować, czy to koniec złotej ery horroru gotyckiego, czy uciekanie od grozy (a w rezultacie brak jakichkolwiek angaży) sprawiło, że zaczęła stopniowo popadać w zapomnienie. Po 1970 roku jeszcze grywała, ale na koncie ma już tylko dwa znaczące filmy kinowe tego kresu: Piranię (1978) Joe Dantego, przyszłego twórcy opowieści o gremlinach, i Dreszcze (1975) nieznanego jeszcze wówczas kanadyjskiego reżysera Davida Cronenberga. Oba tytuły to oczywiście horrory.


 (Osiem i pół)

Mimo iż Bava wiele razy podkreślał, że tęskni za Barbarą, gdyż Brytyjka miała idealną twarz do jego filmów, to - o ile się nie mylę, bo mistrz we Włoszech był wszędobylski jako operator i spec od efektów specjalnych - nigdy potem już nie spotkali się na planie. Nie jest to do końca jasne, bo informacje są sprzeczne, jednak Steele prawdopodobnie miała mu za złe, że nie była się już w stanie wyplątać z szufladki, w jaką wpakowała się występując w Masce szatana.

Po latach aktorka z nostalgią i rozrzewnieniem opowiadała na temat pracy na planie tego obrazu, ale "z drugiej ręki" (już nie pamiętam kto to mówił i w jakim filmie dokumentalnym) wiem, że dość niemiło wspominała zimne zamczysko i bandę Włochów naciukanych ziołowym likierem, którzy kazali jej coraz bardziej nachylać dekolt do kamery. Wnioskując po tym, czego dowiedziałem się przebijając przez niezliczone materiały na temat Bavy, sądzę, że nie polubiłbym pani Steele prywatnie. Powiedzmy, że szanuję jej romantyczną walkę z przeznaczeniem, ale z tego, co się o niej dowiedziałem, to wydaje się osobą rozkapryszoną i często naciągającą rzeczywistość. A podczas wywiadów jest irytująca. Gdy oglądam nagrania rozmów toczących się poza planami filmowymi, to odnoszę wrażenie, że jest bardzo sztuczna i nieudolnie gra rolę głupiutkiej gwiazdeczki. Tę opcje wyklucza jednak jej talent, bowiem na celuloidzie jest istną kapłanką kina grozy. Medium, przez które przemawiają mityczne Furie, w jednej chwili z niewinnej słodkiej dziewczyny przeistaczającą się w upiorne widmo, żywego trupa lub wiedźmę. To dlatego Tim Burton, który otwarcie przyznaje, że jest wielkim fanem Bavy, szukając namiastki tego, co genialny Włoch i nietuzinkowa piękność wyczarowali w Masce Szatana (o której Burton miał powiedzieć: "To film, który uświadomił mi potęgę kina"), dosyć często obsadzał u siebie kobiety o niecodziennej urodzie, pokroju Christiny Ricci czy Heleny Bohnam Carter. Bezskutecznie. Jeszcze się taka nie urodziła, która byłaby godną następczynią Barbary Steele.

Brak komentarzy: